Wychowani, by ginąć i zabijać

Wiele  światowych organizacji humanitarnych, głównie tych zajmujących się problemami Afryki, bije na alarm z powodu ogromnej liczby dzieci, wykorzystywanych w działaniach wojennych. W Czadzie oficerowie armii rekrutują dzieci w wieku lat 13, ostatnia wojna w Liberii posiadała jednostki złożone z „żołnierzy”, którzy mieli po 9 i 10 lat. Poza państwami środkowoafrykańskimi, także w Kolumbii na czterech walczących jeden jest niepełnoletni.

Przerażające statystyki nie są jednak nowością. Od zarania dziejów, w niektórych krajach, dzieci od wczesnych lat życia wychowywane były na żołnierzy lub na morderców.

Źródło: Thinkstockphotos

Jednymi ze słynniejszych żołnierzy wszechczasów byli Spartanie. Do dziś rusza nas słynna obrona Wąwozu Termopilskiego, ich wierność ojczyźnie i przekonanie, że w każdych warunkach lepiej zginąć niż się poddać, „wrócić z tarczą lub na tarczy”, nigdy zaś bez…

Do tego, by osiągnąć maksymalne przywiązanie do ojczyzny, Spartanie byli jednak tresowani. Inaczej nie da się określić słynnego wychowania, którym poddawane były dzieci od 7 roku życia. Wtedy to zabierano ich od rodziców i poddawano codziennym ćwiczeniom woli, siły, czy znoszenia trudów bez skargi. Kara groziła za popłakanie się z bólu czy strachu, których młodych spartanom dostarczano w pokaźnej ilości. Wytrzymywanie chłosty bez wydania z siebie głosu też wchodziło w kanon ćwiczeń.

Zresztą, poddawani spartańskiemu wychowaniu dzieci i tak miały szczęście – słabowite noworodki zrzucane były z gór i nie doczekiwały siódmego roku życia i odseparowania od rodziców.

Tak wyuczeni Spartanie mieli skutecznie walczyć o ojczyznę i bronić jej w miarę konieczności. Mimo budzącego dziś grozę wychowania, zamysł ten jeszcze można zrozumieć. Trudniej zrozumieć działania Turków osmańskich, którzy formowali sobie oddział nie spośród swoich, ale spośród… dzieci wziętych do niewoli chrześcijan.

Chrześcijańskie dzieci z podbitych przez Turków terenów, najpierw zmieniały religię na islam. Uczono je języka, dokarmiano… Umieszczeni w koszarach chłopcy poddani byli surowej dyscyplinie i ideologicznemu przeszkoleniu. Wszelkie żale i frustracje musieli skrzętnie ukrywać. Chyba, że potrzebna była „siła robocza” przy unicestwianiu żydowskich i chrześcijańskich wiosek. Wtedy małoletni dostawali na ogół wolną rękę, z czego skwapliwie korzystali, msząc się okrucieństwem za doznane okrucieństwo.

Młodociani żołnierze, nawet wtedy, gdy nie zjawiali się bezpośrednio na froncie, często stanowili najważniejsze ogniwo w krzeszeniu ideologii. Taką rolę miedzy innymi spełniały oddziały Hitlerjugend, w którym to młodzi, zdrowi chłopcy uczyli innych obywateli prawdziwego patriotyzmu.

Nie zawsze „wojenne dzieci” były szkolone na żołnierzy. Czasem znajdowały się w wojennej zawierusze przypadkiem, brały udział w bitwach z pobudek patriotycznych. Ze specyficznego  wychowania brało się na przykład przepełnione ideologią pragnienie „umierania za ojczyznę”. Takie przypadki bardzo dobrze zna historia Polski. Najmłodszy obrońca Lwowa miał 9 lat. Jego „towarzysz broni”, czternastoletni Jurek Bitschan, pisał w pożegnalnym liście „Kochany Tatusiu, idę dzisiaj zameldować się do wojska. Chce okazać, że znajdę na tyle siły, by móc służyć i wytrzymać”.

Także w powstaniu warszawskim brały udział dzieci. Grupa „Zawiszaków” o przedziale wiekowym 12-14 nie tyle walczyła, co przede wszystkim zapewniała łączność między dzielnicami. Dzieci musiały się często przedostawać kanałami, co dla niektórych skończyło się, oczywiście, tragicznie…

Dobrze byłoby móc powiedzieć, że udział dzieci w wojnach to już historia. Niestety, stwierdzenie takie zupełnie mijałoby się z prawdą.

Ewa Frączek
w pierwotnej formie tekst ukazał się na stronie Odkrywcy.pl w dniu 2011-07-25