Polskie wojny domowe

Datowanie i opisanie wszystkich wojen domowych w historii Polski jest niezwykle trudne. Nie tylko dlatego, że było ich wiele, lecz przede wszystkim z tego powodu, iż sama definicja wojny domowej nie jest jednoznaczna. W węższym znaczeniu jest to konflikt zbrojny, w którym naprzeciw siebie stoją obywatele jednego państwa lub grupy etnicznej. Jak jednak nazwać sytuację, w której państwo jako jedyna siła zbrojna atakuje swoich obywateli? Zakładając, że wojną domową można nazwać również wydarzenia z 13 grudnia 1981 roku, przybliżymy przy okazji historię kilku najbardziej znanych wojen polsko-polskich.

Próba opisania średniowiecznych „zbrojnych konfliktów między obywatelami jednego państwa” właściwie mija się z celem. W epoce pierwszych Piastów zwykły mieszkaniec nie był „obywatelem” lecz poddanym tego czy innego księcia. Państwo, miasto czy dzielnicę traktowano z kolei jako własność rządzącego. Większość piastowskich książąt podczas walki o poszerzenie władzy wysyłało swoją drużynę na przeciwnika, którym najczęściej był rodzony brat albo inny bliski członek rodziny. I tak, dla przykładu, syn Bolesława Śmiałego (Mieszko Bolesławowic) na wszelki wypadek został otruty przez stryja, Władysława Hermana, zaś synowie Hermana – Bolesław Krzywousty i Zbigniew –  tak ścierali się między sobą, że jeden z nich, Zbigniew, został w końcu przez brata oślepiony i wtrącony do lochu. Wojny nazywane dziś domowymi zdarzały się zatem we wczesnośredniowiecznej Polsce praktycznie nieustannie, miały jednak nieco inne znaczenie niż wojny późniejsze.

Za pierwszą wojnę, która zaangażowała więcej zainteresowanych niż sami książęta czy pretendenci do korony, były walki, które toczył Władysław Łokietek (do roku 1320, kiedy został koronowany). Z jednej strony Łokietka uznawać można za typowego średniowiecznego księcia, który pragnął objąć panowanie nad jak największym obszarem, z drugiej wydaje się, że jego celem dodatkowym i ponadosobistym mogło być zjednoczenie Polski, rozbitej wówczas na dzielnice. Z tego względu też popierała go część możnych nastawiona antyniemiecko i antyczesko. To z czasów wojen prowadzonych przez Łokietka pochodziła procedura mordowania tych mieszkańców Krakowa, którzy, wedle niektórych podań, nie potrafili wypowiedzieć słów „koło”, „miele”, „soczewica”, „młyn”. Karani byli również co, którzy w walce o koronę polską wspierali Czechów. Dzięki temu, bazując także na pierwotnych nastrojach narodowych, metodą wojen domowych udało się Łokietkowi rozpocząć proces zjednoczenia ziem polskich, który z powodzeniem kontynuował Kazimierz Wielki.

„Krew bratnią” przelewano często w czasach Rzeczpospolitej Obojga Narodów, kiedy w różnego rodzaju rokoszach i prywatnych wojnach stawały naprzeciwko siebie szlacheckie stronnictwa. Wydarzeniami najbardziej sprzyjającymi konfliktom były królewskie elekcje. Elektorowie chcieli często przeforsować siłą swojego kandydata. Tak stało się podczas wyboru Stefana Batorego, drugiego króla polskiego powołanego na tron drogą wolnej elekcji. Zanim Batory królem został, polska szlachta zdążyła uformować się we wrogo nastawione do siebie frakcje. Część popierała dynastię Habsburgów, część była jej przeciwna. 2 grudnia 1575 roku senat wybrał królem Maksymiliana Habsburga. W odpowiedzi frakcja szlachecka, głównie zwolennicy „złotej wolności” i przeciwnicy zbyt wielkiej władzy królewskiej, dokonali zamachu stanu, ogłaszając królem Stefana Batorego. Ogłosili oni także zaciąg wojsk i „zabezpieczyli” Kraków, do którego przyjechał wkrótce elekt. Po koronacji wojska Batorego zdobyły zamek w Lanckoronie, gdzie na „swojego króla” czekali zwolennicy Habsburga. Śmierć Maksymiliana położyła jednak kres bardzo poważnej wizji wojny domowej.

Znany zbrojny rokosz miał miejsce za panowania dynastii Wazów – w latach 1606 i 1609 szlachta protestancka i część szlachty katolickiej wystąpiła przeciw Zygmuntowi III Wazie. Zygmunt, katolik, faworyzował w nadawaniu urzędów reprezentantów swojego wyznania. Wzorując się na stosunkach panujących między poddanymi a dworem monarszym w Szwecji, dążył też do wzmocnienia królewskiej władzy. To nie mogło spodobać się polskiej szlachcie. Rokosz, który przeszedł do historii jako „rokosz Zebrzydowskiego” lub „rokosz sandomierski”, udaremnił Zygmuntowi jego plany. Jednak prawie 20 tysięcy osób wzięło udział w rozgrywanej w ramach rokoszu bitwy pod Guzowem.

Za typowe wojny domowe trudno uważać zbrojne potyczki między szlachtą wspierającą się w czasach rozbiorowych siłami któregoś z mocarstw ościennych w wieku XVIII. Kiedy o koronę walczył August II Mocny ze Stanisławem Leszczyńskim, żaden z nich nie był władcą w pełni samodzielnym, powiedzieć można raczej, że byli oni raczej częścią większego konfliktu. Car Rosji wspierał Augusta, toteż Leszczyński, walcząc o tron, wsparł Szwecję w wojnie rosyjsko-szwedzkiej o Inflanty. Choć zdarzały się wtedy bitwy, w których naprzeciw siebie stawali Polacy, była to nie tyle wojna domowa, co rozgrywka między sąsiadami Rzeczpospolitej.

Wojną domową natomiast zdecydowanie nazwać można zamach stanu Józefa Piłsudskiego w roku 1926. Bez ingerencji jakichkolwiek wojsk zewnętrznych, w pełni niepodległym kraju, doszło do walk. Marszałek, w wywiadzie udzielonym „Kurierowi Porannemu” zapowiedział, że „staje do walki, jak i poprzednio, z głównym złem państwa: panowaniem rozwydrzonych partii i stronnictw nad Polską”. 12 maja już otworzono ogień.

Według wspomnień większości świadków wojna majowa była o tyle nietypowa, że właściwie nikt zbytnio jej nie chciał. Piłsudczycy zakładali, że mając za sobą zaplecze militarne,  spełnione zostaną ich postulaty i rząd Wincentego Witosa ustąpi dobrowolnie. Marszałkowi postawił się jednak prezydent Stanisław Wojciechowski, żądając legalnej drogi uzyskania władzy przez zamachowców. Piłsudski, na słynnym spotkaniu na moście Poniatowskiego, odpowiedzieć miał prezydentowi jedynie: „Dla mnie droga legalna zamknięta”.

Walki trwały do 15 maja. Z reszty Polski ściągały do Warszawy oddziały, wierne Marszałkowi lub rządowi i prezydentowi. Ostatecznie zamach udał się, choć wbrew intencjom zamachowców pociągnął za sobą wiele ofiar. Oficjalnie zginęło 215 żołnierzy i 164 cywilów. Część oficerów, zdezorientowana sytuacją, nieumiejąca wybrać między legalnym rządem a Marszałkiem, popełniła samobójstwo.

Wydarzenia z lat 40. XX wieku, kiedy to walczyli między sobą Polacy reprezentujący nowy rząd komunistyczny i ukrywający się – mimo zakończenia wojny – powstańcy, również uznane mogłyby zostać za wojnę domową. Ostatecznie zginęło w niej po obu stronach kilka do kilkunastu tysięcy Polaków, Część historyków podkreśla jednak, że zbyt silne istniało militarne zaangażowanie wojsk radzieckich, by określenie „domowa” było trafne.

Na tej podstawie uznają niektórzy, iż analogicznie do wydarzeń z lat 1945-1948 nie można mówić o „domowej wojnie” z roku 1981. Inni nie zgadzają się ze ścisłym przestrzeganiem definicji i stan wojenny traktują jak wojnę domową z racji strzelania polskiej władzy do walczących, polskich opozycjonistów. Jeszcze inni albo twierdzą, że aby mówić o „wojnie” zmilitaryzowane muszą być dwie strony, albo też – że stan wyjątkowy wojnie domowej zapobiegł.

Niezależnie od przyjętej definicji, warto w kontekście rocznicy stanu wojennego rozpatrywać historię polskich wojen domowych. Z jednej strony bowiem często mówi się –  niebezpodstawnie – że istniała groźba interwencji wojsk radzieckich, oraz że „nie było innego wyjścia”. Z drugiej strony jednak interwencja zza wschodniej granicy jednak nie nadeszła, w związku z czym krew na rękach mają, jakby na to nie patrzeć, sami Polacy. Trudno także mówić o tym, że „nie było innego wyjścia” i „trzeba było” strzelać do górników lub bić opozycjonistów, także tych mających nieraz po kilkanaście lat. Całkowita liczba ofiar między 13 grudnia 1981 a 22 lipca 1983 wynosi, wedle szacunków Instytutu Pamięci Narodowej, nie mniej niż sto osób, jednak dokładna liczba nie jest znana. Historie ofiar stanu wojennego mogą być zaś smutnym ostrzeżeniem przeciwko nie tylko oficjalnej wojnie, ale przeciw każdej formie użycia siły, zwłaszcza przeciw swoim rodakom.

Ewa Frączek