Polskie kreatury

Polacy w pewnym sensie mogą czuć się zaszczyceni. Nie mieli nigdy „swojego Hitlera”, „swojego Stalina”, „swojego Iwana Groźnego”, czy swojego „Kaliguli”. Niezależnie od naturalnej brutalności pewnych epok – na przykład epoki średniowiecza, w której władcy z dynastii Piastów budzili jednak strach – przywódcy naszego narodu wydają się być na ogół względnie przyzwoitymi ludźmi. Także spośród „ludu” rzadko kiedy wyłaniał się okrutnik tak wyjątkowy, że jego nazwisko każdemu nieodmiennie kojarzy się ze złem. Kilka wyjątków od reguły zawsze się jednak znajdzie.

Jakub Szela

Źródło: ninateka.pl

„Pierwszy panom się zbuntował i dużo ich wymordował”, informuje jedna z przyśpiewek ludowych z ziemi tarnowskiej. Szela wielokrotnie pojawiał się w kulturze polskiej jako symbol zdrady narodowej i okrucieństwa. Nie przez przypadek. Gospodarz z Małopolski, walcząc z pańszczyzną i krzywdzącą pozycją chłopów w zaborze austriackim, teoretycznie miał swoje powody do bycia zawziętym. Jego okrucieństwo jednak było podobno wyjątkowo wyrachowane. Umiał również dobrze się sprzedać. Już w roku 1930, prawie 20 lat przed słynną rzezią galicyjską, Szela szpiegował dla Austriaków nie tylko dwory, ale i zagrody chłopskie. Tym samym był ważnym informatorem w sprawie przebiegu powstania listopadowego, a konkretniej – w sprawie tych Polaków, którzy mniej lub bardziej w pomoc dla trwającego w zaborze rosyjskim powstania byli zaangażowani. Dzięki „pracy” jako informator Austriaków, Jakubowi uchodziło na sucho wiele występków, w tym brutalne pobicia innych mieszkańców wsi, także te ze skutkiem śmiertelnym.

Rok 1846 był jednym z tragiczniejszych okresów w dziejach narodu. W tym roku właśnie ukazana została cała farsa jednomyślności Polaków w dążeniach do niepodległości. Okazało się, że uciskane warstwy społeczne często wcale nie spieszą się z umieraniem za ojczyznę. Wykorzystując dogodną chwilę, Szela ogłosił, że z rozkazu samego cesarza, należy mordować panów. Do misji przystąpił osobiście. Dusił szlachciców śpiących w swoich łóżkach, albo przy pomocy swojej bandy zaganiał ich i ich rodziny do zamkniętych pomieszczeń, gdzie następnie zabijał za pomocą żelaznych prętów, czy wideł, łamał im nogi, zrzucał ze schodów, a następnie w okrutny sposób dobijał. Jednocześnie wciąż namawiał pobratymców do dalszej rabacji. Konsekwencje jego okrutnej aktywności jeszcze przed długie lata widoczne były we wzajemnej nieufności, jaką darzyła się szlachta polska z ludem.

Feliks Dzierżyński

wyborcza.pl

Feliks Dzierżyński, zwany „Czerwonym Katem”, podobno w gimnazjum powtarzał klasę za trudności w przyswajaniu języka rosyjskiego. Nie uzyskał matury także ze względu na swój buńczuczny charakter. Nie podobał mu się przymus obowiązkowych „modłów za cara”, ani tresura, z jaką zaborcy traktowali swoich uczniów. Co dziwne, okrucieństwo władz bolszewickich już mu nie przeszkadzało.

Dzierżyński w młodości sporo się nacierpiał, a za komunistyczną działalność aresztowany był wielokrotnie. Jakkolwiek brutalnie to nie zabrzmi, doznane cierpienia niczego jednak nie tłumaczą – w owym okresie wiele osób tułało się po różnego rodzaju więzieniach, czy zesłankach. W okresie carskim nie były one aż tak drastyczne, jak w okresie późniejszym, choć w istocie samo zajmowanie się polityką było już przez władze źle widziane.

Dzierżyński jednak nie ograniczał się do uczestnictwa w protestach i manifestacjach. Bez przesady powiedzieć można o nim, że do historii przeszedł jako czynny współtwórca sowieckiego totalitaryzmu. Współtworzył przede wszystkim słynną organizację „Czeka”, Komisję do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem. Szczęśliwie dla Polaków, Dzierżyński monitorował swoją organizację na terenie Rosji Sowieckiej. W imię kontrrewolucji, domniemanej lub nie, Czeka wykonała około 500 tysięcy egzekucji. To Dzierżyńskiemu przypisuje się sentencję: „Nie ma ludzi niewinnych, są tylko źle przesłuchani”.

Co najdziwniejsze, Dzierżyński miał zadatki na artystę – pisał wiersze, grał na fortepianie. Podobno jednak wiersze pisał i Kadafi. Nie sposób zatem traktować poezji pisanej przez polityków jako wyraz wrażliwości.

Bolesław Piasecki

wyborcza.pl

Bolesław Piasecki nie ma na swoim koncie ani zbiorowych mordów, ani bezpośrednich, niedających się zapomnieć przestępstw. Jego osoba zasługuje na przywołanie raczej z racji postawy, jaką reprezentował i gorliwie szerzył. Postawy, która przyczyniła się do wielu nieszczęść i zakorzeniania się wśród narodu polskiego tendencji trudnych do wyeliminowania do dziś. Chodzi mianowicie o dwa zagadnienia: gorliwy antysemityzm w dwudziestoleciu i równie gorliwą współpracę z komunistami po wojnie.

Piasecki nie był ani jedynym antysemitą, ani jedynym byłym narodowcem współpracującym z nową władzą. Pamiętający go ludzie często wspominają jego charyzmę i niezwykłą osobowość. Trudno jednak nie potraktować go jako pewnego rodzaju symbol. Był jednym z założycieli Obozu Radykalno-Narodowego, a po rozłamie Obozu – przywódcą Ruchu Narodowo-Radykalnego Falanga. Falanga organizowała bójki demolujące żydowskie sklepy i mieszkania, nawoływała do zniszczenia obozu rządzącego, nazywanego przez jej członków „żydo-sanacją”. Domagała się getta ławkowego i ograniczenia przyjęć Żydów na uczelnie. Jej członkowie upokarzali swoich współobywateli, potrafiąc „za pochodzenie” spoliczkować ich na ulicy. „Co dzień słyszałem wrzaski pałkarzy na dziedzińcu uniwersyteckim – wspominał Kazimierz Brandys – i co tydzień czytałem wiadomości o wizytach naszych rządowych dostojników w Berlinie. Jedno łączyło się z drugim … Niczego w życiu nie balem się tak, jak widma głupiej i ciemnej Polski. Szło z dwóch stron. Wiedziałem czym jest hitleryzm i wiedziałem, ze Falanga, czy inne odpryski tego ruchu są polską odmiana hitleryzmu.” Organizację markował swoim nazwiskiem Piasecki.

Dziwne zatem wydaje się, że antysocjalistyczny i narodowy bojownik po wojnie stał się wiernym współpracownikiem komunistycznej władzy. Założył Stowarzyszenie PAX, którego docelowym działaniem – w myśl komunistycznej władzy – było odciąganie katolików od części Kościoła walczącej z reżimem. „U nas nie wystarczy, jak w PZPR, kochać Związek Radziecki – mówił członkom PAX-u Piasecki – U nas trzeba go kochać naprawdę.”

Najbardziej przykre jest to, że zemsta na Piaseckim dokonała się poprzez morderstwo jego piętnastoletniego syna. Chłopca uprowadzono sprzed warszawskiego liceum, zamordowano, a ciało porzucono. Według najbardziej popularnej teorii dokonali tego funkcjonariusze SB żydowskiego pochodzenia. Mimo walki rodziny o wyjaśnienie sprawy, nawet władza nie wyrażała wielkiej woli współpracy z Piaseckim, umywając ręce od teoretycznej bezradności służb w prowadzeniu śledztwa. Andrzej Micewski, polski działacz katolicki, podsumował sprawę morderców nastoletniego Bohdana Piaseckiego dość znacząco: „Ja tych morderców nie ośmielam się osądzać dlatego, że wiem o wielu zabitych w lesie Żydach pod wymyślonym zarzutem, że byli kapusiami gestapo…”.

Oczywiście porównywanie Piaseckiego chociażby z Dzierżyńskim byłoby grubą przesadą. Zwłaszcza, że część historyków, niekoniecznie związanych ze skrajną prawicą twierdzi, że jego motywem przewodnim naprawdę był patriotyzm. Kardynał Wyszyński zapytany o Piaseckiego, powiedział: „Powtarzam często, że mu wszystko odpuszczam”. Nie należy zapominać jednak, że „jego” falangiści zbudowali atmosferę społeczną, która w polskich realiach pokutuje do dziś.

Bolesław Bierut

Źródło: wikipedia.pl

Z jednej strony za powojenne tragedie Polski odpowiedzialni byli wszyscy czołowi działacze Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Z drugiej strony Bierut wyjątkowo firmował swoim nazwiskiem rodzący się reżim. Odpowiedzialny był za kilkaset tysięcy ofiar różnorakich represji – według szacunków IPN z 2007 w latach 1944–1956 w aresztach i więzieniach znalazło się z powodów politycznych ok. 350–400 tysięcy osób. Bierut osobiście zresztą nadzorował śledztwa dotyczące żołnierzy AK, proponując dla nich „odpowiednio wysokie” wyroki. Mógł też, lecz nie poinformował czołowych przywódców Państwa Podziemnego o zasadzce NKDW, która zakończyła się słynnym „procesem szesnastu”, jednym z dramatyczniejszych dla polskiej polityki wydarzeń w latach 40.

To do Bieruta należała także inicjatywa zaostrzania kar za błahe przewinienia typu opowiadanie politycznych dowcipów – za tak zwaną „szemraną propagandę” groziło do 5 lat więzienia. On też wydał polecenie uwięzienia kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Do innych ciężkich przewinień komunistycznego działacza dodać można nadzorowanie procesu fałszowania pierwszych powojennych wyborów. Dzięki nim został prezydentem. Niedługo później powierzono mu rolę I sekretarza PZPR, którą szybko wykorzystał, przeprowadzając czystkę w aparacie partyjnym i pozbywając się Władysława Gomułki (przeciwnego budowaniu stalinizmu na modłę radziecką i walczącego o polską formę komunizmu). Od tej pory, aż do swojej śmierci kierował partią tak, by jak najmocniej związać ją z ZSRR. Zwiększał liczbę doradców radzieckich w Wojsku Polskim i powierzał im stanowiska. Był tak gorliwy w upodobnianiu „Nowej Polski” do Związku Radzieckiego, że postulował nawet zmianę hymnu i godła, na co zgody nie wyraził nawet Stalin.

Oczywiście najbardziej winnymi doznanych przez wielu Polaków krzywd byli często ludzie bardziej anonimowi niż wymienione postacie. Szmalcownicy, volksdeutsche, ludzie donoszący na swoich sąsiadów, gorliwi funkcjonariusze UB i inni jeszcze częściej niż dygnitarze przyczyniali się do rozlewu krwi, aresztowań, niszczenia cudzego życia. Można jednak pocieszać się, że wśród wielu narodów było zdecydowanie więcej charakterystycznych i dobrze znanych „czarnych charakterów” niż w historii Polski.

Ewa Frączek