Polak, Ukrainiec – dwa bratanki?

Polak, Ukrainiec – dwa bratanki?

Znana każdemu jest fraza z popularnej piosenki „Hej Sokoły”, mówiąca o tym, jak to Polakowi „żal za zieloną Ukrainą”. Ukraina, dziś państwo niepodległe, jeden z sąsiadów III Rzeczpospolitej, faktycznie posiada historię, która bardzo mocno spleciona jest z historią Polski. Uproszczeniem byłoby jednak mówienie o trwałym „należeniu” Ukrainy do Rzeczpospolitej.

Aby uniknąć tego błędu, warto przypomnieć kilka okresów w dziejach obu państw, w których granica – nie tyle dosłowna, co społeczna, kulturowa, czy językowa – to poszerzała, to ograniczała swój zasięg, a ludność obu nacji to wzmacniała swoją przyjaźń, to coraz wyraźniej oddalała się od siebie.

W czasach późnego średniowiecza, Ruś Halicko-Włodzimierska (tereny z Lwowem, Chełmem, Przemyślem) znajdowała się raz pod wpływami potężnych wówczas Węgier, raz – Królestwa Polskiego. Wraz z koronacją Jadwigi z węgierskich Andegawenów na królową polski, ziemie te trwale znalazły się w Polsce.

Jednak język ruski, którym posługiwała się ludność także i na wschód od Rusi Halicko-Włodzimierskiej (na wielkim terenie Rusi Kijowskiej) sprawiał, że poczucie tożsamości jej mieszkańców ciążyło właśnie ku wschodowi. W tym kierunku posługiwała się więc naturalna ekspansja Jagiellonów.

Dawną Rusią Kijowską zainteresowane było także wielkie Księstwo Litewskie. Opanowało ono większość jej dzielnic. Kiedy więc Polska i Litwa stworzyły w wyniku unii lubelskiej (1569 rok) Rzeczpospolitą Obojga Narodów, ziemie nazywane dziś ukraińskimi weszły w jej obszar.

W tym miejscu właściwie dopiero rozpoczyna się prawdziwie „żywa” historia dwóch żyjących blisko obok siebie nacji. Wraz z włączeniem do domeny Jagiellonów ziem ruskich, pojawiły się konflikty, to rosnące, to łagodzone, przez cały okres trwania I Rzeczpospolitej. Pierwszą kwestia sporną była religia. Kiedy królem został mniej tolerancyjny od Jagiellonów Zygmunt III Waza, biskupi prawosławni (także z terenów ukraińskich) zostali zmuszeni do uznania zwierzchności papieża. Powstały w ten sposób Kościół unicki odebrany został jako zamach na autonomię żyjących wewnątrz Rzeczpospolitej narodów związanych z prawosławiem.

Szczególnie aktywna w swych protestach okazała się ludność zamieszkująca Ukrainę Naddnieprzańską. Już pod koniec XVI wieku rozpoczęły się na jej terenie wybuchy powstań kozackich, sukcesywnie przez Polaków tłumionych.

Ostateczna „granica mentalna” miedzy Polakami a Ukraińcami została wyznaczona podczas powstania chmielnickiego. Często zapomina się, że wydarzenie to jest niezwykle ważne i brzemienne w dalekosiężne skutki. Trwale zmieniło bowiem Rzeczpospolitą Obojga Narodów, a pośrednio (jako jeden z wielu czynników), przyczyniło się do rozbiorów prawie półtora wieku później.

Bohdan Chmielnicki próbował dogadać się z polskimi dostojnikami. W głowach niektórych polityków zaczęła dojrzewać myśl o powołaniu do życia Rzeczpospolitej Trojga Narodów, w której traktowany dotychczas po macoszemu element ruski (ukraiński) zostanie zrównany prawnie z Polakami i Litwinami.

Na ratowanie sytuacji było już jednak za późno. Kozacy ukraińscy, czując się oszukani przez króla Władysława IV (który na skutek nacisków sejmu nie wyraził zgody na zwiększenie liczby rejestrowanych Kozaków, a więc otrzymujących żołd), potraktowali swoje powstanie bardzo poważnie. Zawiedzeni niedotrzymaniem słowa także po zakończeniu powstania – projekt Rzeczpospolitej Trojga Narodów nie wszedł w życie – zwrócili się w stronę rosnącej wówczas w siłę Rosji.

Wojna polsko-rosyjska, która trwała w latach 1654-1667 była de facto wojną o Ukrainę. W Andruszowie, w 1667 podzielono przedmiot sporu wzdłuż Dniepru, na Prawobrzeżną, pozostałą przy Polsce i Lewobrzeżną – przyłączoną do Rosji. Ani Polacy ani Ukraińcy nie wyszli więc ze swego konfliktu zwycięsko…

W wyniku rozbiorów Polski ludność ukraińska zamieszkała częściowo ziemie wcielone do Rosji, częściowo ziemie zaboru austriackiego. W Rosji dążono głownie do likwidacji dawnej kozaczyzny. Austria stosowała zaś taktykę skłócania polsko-ukraińskich interesów. Właśnie tam kiełkować zaczął ruch nacjonalistyczny, zapowiadający konieczność przyszłego siłowego rozwiązania kwestii między Polakami a Ukraińcami.

Ledwie zatem skończyła się I wojna światowa, w listopadzie 1918 wybuchła wojna o Lwów. Ukraińcy byli w o tyle gorszej sytuacji, że szeregi ich były jeszcze mniej zwarte niż szeregi Polaków – część chciała zupełnej niepodległości, część niepodległości w ramach państwa austriackiego, część przyłączała się do rosyjskich bolszewików, część współpracowała z niedobitkami „białej Rosji”.

Niemniej jednak walki o Lwów podzieliły Polaków i Ukraińców skutecznie. Były one krwawe, a po ich zakończeniu część lokalnych polityków polskich zaczęła robić wśród pozostałej w mieście ludności ukraińskiej „czystki”. Podobne sytuacje miały miejsce w walkach o Przemyśl i inne tereny tzw. Galicji Wschodniej.

O ile jednak niepodległość udało się odzyskać Polakom, o tyle rozpaczliwe próby Ukraińców zostały stłumione. W latach międzywojennych wcielono ich po prostu do ZSRR jako mieszkańców Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Wielu z nich stanowiło też mniejszość narodową II Rzeczpospolitej. Zaostrzanie kursu wobec mniejszości nie przyczyniło się do poprawienia stosunków polsko-ukraińskich.

Podczas II wojny Ukraińcy zwrócili się więc w stronę III Rzeszy. Niemcy na terenie Ukrainy zadomowili się dość skutecznie. Zakładali między innymi niemiecko-ukraińskie organizacje paramilitarne, wymierzone także w wyzwoleńcze działania Polaków. Kiedy jednak III Rzesza przestała potrzebować „wschodnich przyjaciół”, zaczęły się represje także względem Ukraińców. Wtedy to powstała UPA – Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów. Osamotnieni prowadzili walkę z Niemcami, partyzantką komunistyczną oraz… Polakami z Armii Krajowej.

Krwawe potyczki prowadzone były także po wojnie. Powiedzieć można przewrotnie, że kres położyła im radziecka akcja przesiedleńcza, która – mimo swojego okrucieństwa – w pewnej mierze odseparowała dwa słowiańskie narody, głównie występujące wówczas jako swoi wrogowie.

Największy akt przyjaźni polsko-ukraińskiej miał miejsce dopiero w 2004 roku podczas pomarańczowej rewolucji. Wtedy to od samego początku demonstracji w Kijowie Ukrainę wspierała Polska. W licznych przemówieniach podkreślano – mimo wszystko – braterstwo dwóch narodów. Narodów, które żyjąc koło siebie tak długo i tak blisko, nie mogły dojść ze sobą do porozumienia.

Ewa Frączek