Polacy faszystami?

Polacy faszystami?

Trudno nie zgodzić się z twierdzeniem, że Polska bywa krajem pełnym sprzeczności. Naród polski, jako naród miłujący wolność, wciąż borykał się z najeźdźcami, zaborcami, czy okupantami. Jako skrajnie katolicki – raczej nie miał w swej historii zbyt wielu ciemnych i mrocznych zdarzeń związanych z Wielką Inkwizycją, czy z religijnymi wojnami.

Podobnie jest z kwestią żydowską. Kwestia ta, po doświadczeniach holokaustu niezwykle bolesna, przybierała w Polsce wszystkie możliwe odcienie. Z jednej strony do Rzeczpospolitej w swoim czasie uciekało mnóstwo ludności pochodzenia żydowskiego, z drugiej – ta sama Rzeczpospolita wciąż przedstawiana jest w świecie jako kraj antysemicki.

Skąd biorą się tak skrajne opinie? Jak naprawdę wyglądały losy ludności żydowskiej na terenach Rzeczpospolitej?

Mosze Isserlesa Remu, wybitny krakowski rabin, mawiał: „lepiej żyć o suchym chlebie, ale żyć w spokoju w Polsce”. Słowa te padły w wieku XVI, kiedy Rzeczpospolita Obojga Narodów ogłaszała siebie „przedmurzem chrześcijaństwa – antermurale”.

Bycie najbardziej wysuniętym na wschód regionem cywilizacji łacińskiej nie przeszkadzało, jak widać, w tolerowaniu odmienności religijnych. Już tzw. Statut Kaliski Bolesława Pobożnego z roku 1264 r. poddawał Żydów pod sądownictwo książęce oraz zapewniał im swobodę handlu, operacji kredytowych, możliwość tworzenia samorządu gminnego, bezpieczeństwo osób i mienia oraz swobodę praktyk religijnych. W porównaniu z resztą Europy przywileje te były dość obszerne. Należy w tym miejscu pamiętać także o tym, iż w społeczeństwie średniowiecznym, a także w początkach nowożytności, społeczeństwo było bardzo podzielone na mniejsze lub większe grupy etniczne, wyznaniowe, czy społeczne. Oddzielne prawa dla Żydów nie miały więc znamienia antysemityzmu, a raczej stanowiły obyczajową normę.

„Statut Kaliski” stał się wzorcem dla określania praw Żydów aż do upadku niepodległości Polski w XVIII wieku. Zygmunt Stary na początku XVI wieku popierał nawet imigrację żydowską na wszystkie tereny Królestwa. Nad ochroną kahału, czyli gminy żydowskiej, czuwał wojewoda lub starosta królewski. Sprawy wewnętrzne zaś załatwiane były w jej własnym zakresie.

Bez przesady powiedzieć można, że w czasach Rzeczpospolitej Obojga Narodów (1569-1795) społeczność żydowska żyła w o wiele większym spokoju niż społeczność prawosławna, którą w pewnym momencie dosięgły konflikty i związane z nimi prześladowania. Jak w każdym wielonarodowościowym państwie zdarzały się zamieszki i sporadyczne przypadki ksenofobii (podczas najgroźniejszych z nich, w 1637 roku w Krakowie, życie straciło ośmiu Żydów). Nie można jednak mówić o istnieniu w tamtych czasach mniej lub bardziej powszechnego antysemityzmu. Zwłaszcza, że konflikty zdarzały się także pomiędzy różnymi sektami i przedstawicielami odmiennych nurtów religii judaistycznej oraz pomiędzy wszystkimi istniejącymi na terenach ziem polskich wyznaniami. Były to animozje sąsiedzkie społeczeństwa, którego umysłowość w sposób naturalny nieprzywykła była do tego, co dziś nazywamy szacunkiem i tolerancją.

Kiedy można mówić o polskim antysemityzmie? Początki jego związane są z upadkiem kraju. Liczba Żydów od chwili „narodzin” Rzeczpospolitej do trzeciego rozbioru wzrosła czterokrotnie z 200 tysięcy do 800 tysięcy. Jest to jeden z dowodów na brak powodów, dla których wyznawcy religii judaistycznej mieliby obawiać się życia na ziemiach polskich.

Jednak na początku XIX wieku sytuacja zaczęła się zmieniać. Radykalne zmiany dotknęły wszystkie grupy społeczne – w przypadku Żydów było to utracenie przywilejów nadanych im przez nieistniejące już królestwo.

Każdy z zaborców przyjął własną strategię odniesienia się do kwestii żydowskiej. Na terenie zaboru pruskiego i austriacko rozpoczęto działania skierowane głównie na pełną asymilację i zniesienie gmin żydowskich. „Równouprawnienie” oznaczało tam raczej „ujednolicenie” niż nadanie nowych bądź poszerzenie istniejących praw.

Na terenie carskim z kolei najpierw wyznaczono Żydom strefy zamieszkania (za Katarzyny II), później, za Mikołaja I zabroniono im dostępu do wyższych stanowisk w armii i biurokracji, zabroniono także na kupowanie ziemi. W 1835 wydano formalny zakaz używania języka hebrajskiego w szkołach i na dokumentach. Rusyfikacja dotknęła więc zarówno Żydów, jak i Polaków, zaszczepiając w zaborcy rozprzestrzeniające się później przekonanie, że każdy Żyd okazać się może nielojalny. W tym czasie właśnie zaczęła się żydowska emigracja, głównie do Ameryki. Część decydowała się jednak na Anglię, czy Austrię.

Podczas zaborów ludność żydowska zaczęła odczuwać swą tożsamość. Mimo iż podczas powstania listopadowego wielu Żydów oddało życie walcząc za polską sprawę, to razem z klęską walk powstańczych rozgorzały nowe animozje. Odgórna próba asymilacji żydowskiego społeczeństwa z zaborcą, połączona z próbą zjednoczenia sobie wyznawców judaizmu dla sprawy polskiej, zaowocowała raczej dezorientacją oraz, przede wszystkim, całkiem naturalnemu zamykaniu się we własnym środowisku.

Zamykanie się, radykalizacja i wzmożone kultywowanie tradycji zapoczątkowało wzajemną niechęć, wzajemne oskarżanie i wzajemny brak zrozumienia. Dodatkowo wzmożony napływ rosyjskojęzycznych Żydów, którym obca była sprawa polska zwiększył wzajemne niesnaski.

II Rzeczpospolita w czasie krótkiej niepodległości przywitała swych obywateli dużą dozą problemów społecznych, politycznych i kulturowych. Trzy ziemie z trzech zaborów, o zupełnie odmiennych tradycjach, splotły się z mieszanką etniczną o dążeniach i aspiracjach innych niż za czasów Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Ludność żydowska także znalazła się w centrum wielorakich wydarzeń.

Sytuacja gospodarcza i społeczna polskich Żydów uległa wówczas zdecydowanemu pogorszeniu. Władze polskie niechętnie patrzyły na wszelkie ruchy separatystyczne, co łączyło się z utrudnianiem funkcjonowania żydowskim szkołom czy organizacjom. Wszystko działo się na poziomie raczej administracyjnym – tylko jedna spośród wielu partii, Narodowa Demokracja, jawnie i otwarcie okazywała wrogość wobec „cudzoziemców pośród nas”, szerząc nacjonalistyczne i dzielące społeczeństwo hasła polityczne. Dotyczyło to jednak w równym stopniu Żydów, co Ukraińców czy Białorusinów.

Norman Davies w Bożym igrzysku podkreśla, że nazywanie dwudziestolecia międzywojennego epoką faszystowską jest przesadą. „Falanga”, antyżydowska organizacja Bolesława Piaseckiego, wcale nie cieszyła się poparciem społeczeństwa, ówczesne ataki na Żydów w Niemczech, Rumunii i na Węgrzech były nieporównywalne z wzajemnymi animozjami polsko-żydowskimi, zaś pogromy we Lwowie czy w Pińsku nawet przez międzynarodowych obserwatorów nie zostały uznane za stricte faszystowskie.

Oczywiście relatywna łagodność sytuacji Żydów w Polsce nie tłumaczy i nie usprawiedliwia nasilających się w latach trzydziestych antysemickich i nacjonalistycznych nastrojów, wzrastającego znaczenia endecji, szukania kozła ofiarnego itd. Upokarzające getto ławkowe w szkołach i na uczelniach wyższych było oburzającą praktyka społeczną. Świadomość społeczna była wówczas o wiele uboższa niż dziś i wygląda na to, że nastroje nacjonalistyczne potrafiły nawet inteligentnym ludziom zaciemnić umysł w tendencji do poszukiwania winnego sytuacji społeczno-gospodarczej.

Pamiętać należy jednak, że zagłada Żydów polskich podczas II wojny światowej była dziełem faszyzmu i hitleryzmu, nie zaś wynikiem wcześniejszych, wzajemnych niesnasek. Z historycznego punktu widzenia nie może być więc do nich porównywana.

Podobnie jak antysemityzm dziś, tak i antysemityzm przedwojenny był zjawiskiem marginalnym – choć, jako marginalny pod względem swej obszerności, był oczywiście bardzo poważny pod względem „ciężkości” i rangi problemu.

Negatywny wizerunek polski utrwalony został szczególnie w roku 1968, kiedy to Władysław Gomułka wygłaszał swe otwarcie antysyjonistyczne przemówienia. Słowa jego nie były jednak wyrazem wspólnej myśli narodu, lecz cyniczną grą polityczną.

Dlatego też dzisiaj należy do kwestii „polskiego faszyzmu” podchodzić ostrożnie. Z jednej strony pamiętać o wyolbrzymionej w świecie opinii na jego temat. Z drugiej, przede wszystkim, pilnować należy, aby kwestie faktycznie mające prawo uchodzić za faszystowskie nigdy więcej nie miały na ziemiach polskich miejsca.

Ewa Frączek