Piorunochron zakazany przez Kościół

Piorunochron zakazany przez Kościół

Piorunochron, zwany w języku naukowo-technicznym „instalacją odgromową” jest jednym z tych wynalazków, dzięki którym przeciętnemu człowiekowi żyje się lepiej i bezpieczniej. Dawniej, zanim Benjamin Franklin zaczął instalować w Filadelfii piorunochrony własnego pomysłu (w roku 1752), najzwyklejsza burza była dla mieszkańców każdego rodzaju domostwa, biednego czy bogatego, niebagatelnym zagrożeniem.

Źródło: www.se.pl

Pożary i zniszczenia wywołane przez wyładowania elektryczne były zatem chlebem powszednim. Jedyną praktykowaną metodą, chroniącą ludzi i dobytek przed burzami było… bicie w kościelne dzwony. Z tego to powodu każdego roku wśród ofiar piorunów znajdowało się wielu dzwonników. Ich zawód był o tyle niebezpieczny, że poza pielęgnowanym wówczas przesądem na temat związku dźwięku dzwonów z ochroną przed burzowymi wyładowaniami, dzwonnice były najczęściej także najwyższymi obiektami miast, niezwykle łatwo ściągającymi pioruny.

Wydaje się więc, że wynalezienie instalacji chroniącej obiekty przed tak potężnym żywiołem, wywołać może wyłącznie radość i entuzjazm. Tak się jednak nie stało. „Ochronny drut” stał się początkowo przedmiotem podejrzliwości i nieufności. Piorunochron okrzyknięto „heretycką żerdzią”, zaś kler angielski i amerykański uznał wynalazek za próbę przeciwstawienia się woli Bożej.

Niechęć do piorunochronu wzbudzona została także aspektami politycznymi. Niechętny Franklinowi – który poza tym, że był wynalazcą, był także aktywnym i znaczącym politykiem amerykanskim – król angielski Jerzy III także kwestionował rewolucyjny patent „instalacji odgromowej”. Gdy jednak usiłował namówić członków towarzystwa Royal Sociaty do poparcia stanowiska Kościoła w sprawie wynalazku, doczekał się słynnej odpowiedzi prezesa towarzystwa:  „Sir, nie potrafię zmieniać praw ani zjawisk natury”.

Z racji podobnych reakcji, stanowisko wyrażane głównie przez środowiska kościelne szybko uległo zmianie, a piorunochron stał się coraz częstszym i coraz bardziej oczywistym elementem wszelkiego rodzaju budownictwa. Już trzydzieści lat po opatentowaniu wynalazku Franklina, w samej Filadelfii znajdowało się ponad 400 piorunochronów. Sam kler wycofał się z propagowanej wcześniej opinii, kiedy piorun uderzył w roku 1870 w Bazylikę św. Piotra w Rzymie.

Dlaczego Kościół długo negował doniosłość takiego wynalazku jakim był piorunochron? Oczywiście nie sposób tu udzielić jednoznacznej odpowiedzi. W zasadzie powiedzieć można, że działanie to wpisywało się po prostu w pewną tradycję nieufnego traktowania nowości technicznych, medycznych, czy naukowych.

Tradycja ta sięga prawdopodobnie początków kościelnych instytucji. Kwestia piorunochronu jest tylko jednym z kilku wydarzeń, które utrudniały pewnym „cywilizacyjnym nowinkom” zadomowić się w świecie ludzkiej praktyki. Nowinki te wynikały bowiem z treści badań naukowych, stojących często – przynajmniej w rozumieniu Kościoła – w sprzeczności z wiarą religijną.

W imię tej sprzeczności już w 1163 roku papież Aleksander III zabronił wszystkim klerykom studiowania fizyki. Nieco ponad dwieście lat później, w 1380 r., parlament francuski, powołując się na dekret Jana XXII, zabronił jakiegokolwiek zajmowania się chemią. Wynikiem propagowania tezy „świętokradczej sprzeczności” między tezami nauk a religią, były tak dramatyczne wydarzenia, jak spalenie Giordano Bruno (1600 rok) – za uznanie istnienia nieskończonego wszechświata – oraz słynny proces Galileusza.

„Tradycja nieufności” nie skończyła się oczywiście z dania na dzień. Nawet po nieudanej próbie skutecznego zakazania piorunochronu, nie uznano jednoznacznie, że wynalazki i nowe metody ochraniające ludzkie życie, są tak samo cenne jak uznana w końcu „instalacja odgromowa” – ratująca nie tylko istnienie wielu budynków (w tym także Kościołów), ale i zapewniająca bezpieczeństwo ludziom.

Jeszcze pod koniec XIX wieku, kiedy ostrze niechęci zmieniło swój kierunek z fizyki i chemii na biologię, papież Leon XIII wypowiadał się na temat nowo odkrytych szczepień: „Nie mogę szczepienia ani pochwalić, ani też zakazywać – mówił – ale z mej strony traktuję je jako targnięcie się na prawa majestatu Bożego”.

Niezależnie od swej historii, wpisanej w szerszy kontekst sporów na linii nauka-religa, piorunochron przyjął się i całkowicie zaadaptował w budownictwie mieszkalnym i nie tylko. Stał się wynalazkiem, który skutecznie odegnał tak często towarzyszącą niegdyś ludziom wizję pożaru spowodowanego uderzeniem pioruna. Nie doczekał się też, jak na razie, swych równie skutecznych „technicznych odpowiedników”, służących w walce przeciw innym – tak licznym przecież i wciąż groźnym – żywiołom.

Ewa Frączek
w pierwotnej formie tekst ukazał się na stronie Odkrywcy.pl w dniu 2010-10-14