„Mycie głowy to przyczyna migren i bólu zębów” – krótka historia braku higieny

Z „epoką brudu” najczęściej kojarzone jest średniowiecze. Wizja zaszczurzonych miast i wsi pełnych robactwa nie jest wizją przesadzoną. Jednak, co ciekawe, wraz z końcem średniowiecza ludność Europy wcale nie zaczęła przesadnie dbać o higienę. Właściwie aż do połowy XIX wieku nie zaczęła dbać o nią wcale…

W starożytności ważną rolę społeczną pełniły łaźnie. W Grecji i w Rzymie łaźnie sprawiały, że ludność miała okazję zarówno do towarzyskich spotkań, jak i do zażycia kąpieli. Dla wielu obywateli czystość była bardzo istotna. Owidiusz w słynnej „Sztuce kochania” pisał: „Pamiętaj czyścić paznokcie / Oddech musi pachnieć mile / Inaczej – kochanka twoja / uciekać będzie o milę”.

Higiena cywilizacji starożytnych nie może być jednak przeceniana. Łazienki i ubikacje znajdowały się wprawdzie w domach, ale tylko w domach bogatej arystokracji. W większości zamieszkałych budynków nie było wcale dogodnych warunków na to, by umieszczać w nich urządzenia sanitarne. Wątpliwe jest to, aby z łaźni miejskiej przeciętni Grecy i Rzymianie korzystali codziennie.

Spojrzenie na kwestię kąpieli zmieniło się bardzo w chwili rozpowszechniania się chrześcijaństwa. Paula Rzymianka, przeorysza klasztoru żeńskiego w Betlejem, pouczała swoje mniszki: „Czyste ciało i suknia kryją nieczystą duszę”.

Czystość zewnętrzna była wyrazem pychy i lubieżności. Wierzono również, że ciepła woda i przyjemność, jaką daje kąpiel, jest grzeszna i rozbudza pragnienia. Święty Hieronim nauczał, że szczególnie kobiety nie powinny zażywać kąpieli.

Oszpecanie urody i związany z nim brak higieny osobistej, początkowo były wskazane z przyczyn religijnych. Później zawiniły głównie trzy czynniki: złe przyzwyczajenia, niewiedza i przesądy.

Nikt nie widział niczego złego w tym, że w szesnastowiecznych miastach europejskich, także tych najelegantszych typu Paryż, odchody z nocnika wylewało się wprost przez okno – pewnie nawet nie sprawdzając uprzednio, czy nikt pod oknem tym nie stoi. Za złe uchodziło natomiast częste mycie się, gdyż według powszechnych przekonań czysta skóra z otwartymi porami „otwierała się” też na choroby, dżumę, czy ospę. Bezpieczniej było więc nie szorować skóry zbyt gorliwie, a jeszcze bezpieczniej: nie szorować jej wcale, zamykając tym samym dostęp choroby do ciała…

Wyjaśnienie z porami skóry, dziś zaskakujące, posiada jeszcze jakąś logikę. Dlaczego jednak tak zwany „kołtun”, plątanina nieczesanych i tłustych włosów, chronić miał przed nieszczęściami? Dobrego wytłumaczenia prawdopodobnie brak…

Wiek XIX, wiek rewolucji przemysłowej i wielkich przemian społecznych, oczyścił – w sposób dosłowny – europejskie społeczeństwo. Jednak jeszcze na początku dziewiętnastego stulecia choroby zakaźne tak, jak w średniowieczu przenosiły się w biedniejszych wsiach i w ciemniejszych zakamarkach miast, „za pomocą” dobrze zagnieżdżonego w domach i obejściach wszelkiego robactwa.

Codzienne mycie jeszcze wtedy ograniczało się do przepłukania ust, spryskania dłoni (często tą samą wodą, którą płukano usta…)  i zwilżenia twarzy. Stopy myto mniej więcej dwa razy miesiącu (mimo chodzenia boso po stajniach i chlewach). Co najgorsze, jeszcze w połowie XIX wieku, w ówczesnych poradnikach wyczytać można: „często myje się ręce, codziennie twarz i zęby, przynajmniej przednie, nogi – raz lub dwa razy w miesiącu – nigdy wszak nie myje się głowy”. Gdzieniegdzie utrzymywano, że mycie głowy to przyczyna migren i bólu zębów…

Całe szczęście, mimo braku bezpośredniej pomocy ze strony uczonych (we względnie rozwiniętej Warszawie na 400 mieszkańców przypadało w XIX wieku 6 lekarzy), po wsiach wydawane były broszury edukacyjne, w miastach zaś urządzano odczyty i wykłady mające na celu spopularyzowanie higieny. W poradnikach znajdowały się informacje zupełnie podstawowe: że myć należy się także pod pachami, że można wspomóc się ścierką lub gąbką.

Pod koniec XIX wieku zaczęto otwierać publiczne łaźnie, co dziesiąty dom posiadał też łazienkę. Dzisiaj jedna łazienka przypada średnio na dwóch mieszkańców domu. Kiedy jednak w ciepły dzień odbywamy podróż komunikacją miejską rzuca się w nozdrza to, że od XIX wieku wiele rzeczy jeszcze nie uległo zmianie…

Ewa Frączek
w pierwotnej formie tekst ukazał się na stronie Odkrywcy.pl w dniu 2011-05-24