Kto w Polsce uwierzył w komunizm?

Kto w Polsce uwierzył w komunizm?

Kiedy dziś rozmawiamy o komunistycznej ideologii, raczej nie mamy wątpliwości, że przyczyniła się ona do takich okrucieństw, do jakich doprowadził nazizm czy faszyzm. O ile jednak wyżej wspomniane, „z gruntu złe” sposoby myślenia od początku miały zaciekłych wrogów, o tyle ideologia komunistyczna zdawała się przemawiać do całej rzeszy nie tylko ludzi prostych, ale i intelektualistów, do politycznych działaczy, ale i do tych z polityką niezwiązanych, do marzycieli jak i do ludzi zupełnie trzeźwo myślących. Obiecywała nowy, wspaniały świat, bez podziałów i nienawiści. Obietnice te, jak pokazała historia, wydawały się jednostkom i społeczeństwom niezwykle atrakcyjne.

Źródło: jurekxmaksxpalka.blogspot.com

Zastanawiające jest głównie to, że w Polsce sporą rzeszą „nawróconych” byli intelektualiści, ludzie pióra, publicyści, poeci, pisarze. Dlaczego tak się działo? Jak można było dać się nabrać na wizję obiecywanego przez komunistów „raju na ziemi”? Czy należy uznać, że pisarz czy poeta jest personą z natury naiwną? Czy też można doszukiwać się tu jakiegoś spisku, oskarżać wyznawców nowej wiary o chęć zburzenia ładu i porządku? A może raczej zaakceptować apel Stefana Kisielewskiego, w myśl którego „nie wolno sądzić polskich pisarzy minionego okresu nikomu, kto sam nie był poddany stalinowskiej metodzie urabiania mózgów”?

Z pewnością w każdej ocenie należy być ostrożnym, zwłaszcza jeśli samemu nie żyło się w tak ciężkich czasach, jak lata czterdzieste i pięćdziesiąte XX wieku. Dlatego, zanim wyda się surowe opinie, warto zbadać motywy, które pchały ludzi w ramiona komunizmu.

Polskie społeczeństwo uległo po wojnie metamorfozie. Dotyczyła ona nie tylko warunków życia, ale i poglądów, wierzeń, myślenia o przyszłości. Jedną z wielu zmian było pojmowanie charakteru i roli sztuki. Kultura literacka na przykład poddawana była nieustannemu naciskowi ze strony totalizującego się ustroju, a tępienie wolnego słowa przybrało postać nie tyle eliminacji literatury, co raczej jej odgórnego administrowania. Pisarze i poeci byli władzy ludowej szczególnie potrzebni. Mając zaplecze ideologiczne wyrażone w dobrej formie literackiej i podpisane znanym nazwiskiem, władzom łatwiej było „reklamować” ustrój. Aby więc pisarz czy poeta mógł cieszyć się możliwością wydawania swoich tekstów, musiał w obliczu nowej sytuacji politycznej przyjąć jakąś metodę działania.

Trudno wyraźnie wskazać, jakie byłyby konsekwencje otwartej odmowy „ideologicznej współpracy” z władzą. Przypadki szykan zdarzały się i w świecie literackim. Znany reporter, Melchior Wańkowicz, znalazł się w więzieniu pod zarzutem współpracy z Radiem Wolna Europa. Jako były żołnierz Brygady Wileńskiej aresztowany w 1948 był także historyk Paweł Jasienica. Silnie represjonowano mniej znanego literata, Wojciecha Bąka, który po samobójczej próbie (spowodowanej między innymi całkowitym zakazem druku pisanych przez niego poezji) zamknięty został w październiku 1950 roku w zakładzie dla nerwowo chorych. Dlatego też to w atmosferze niepewnego jutra i nieustannej inwigilacji polscy literaci decydowali się na jedno z wielu możliwych rozwiązań.

Pierwszą formą reakcji na nowo zaistniałą rzeczywistość była zakrojona na szeroką skalę współpraca – literacka i polityczna – z komunistycznymi władzami oraz utożsamianie się z zaistniałym w kraju stanem rzeczy. Taka identyfikacja z systemem, do dziś kontrowersyjna, miała oczywiście wiele przyczyn i wiele oblicz. Powodowana mogła być zarówno konformizmem i zwykłą wygodą, jak i strachem lub faktyczną wiarą w nowy ustrój.

Strach towarzyszył głównie tym literatom, którzy podczas wojny znaleźli się pod okupacją sowiecką. Aleksander Wat, który w roku 1940 znalazł się we Lwowie wspomina, jak NKWD wpadło do redakcji pisma „Czerwony Sztandar”, gdzie wówczas pracował: „Wszyscy są obecni, zadają pytania, każdy musi mówić o sobie, musi powiedzieć swoja biografię. Wszyscy siedzą, pełno inkwizytorów, oczu (…). Jesteś, masz jeszcze pięć minut i w ciągu tych pięciu minut musisz w sobie dokonać wyraźnego rozszczepienia. Jak gilotyna, musisz odciąć jedną połowę od drugiej. I musisz czuć w sobie, żeś odciął, bo inaczej nic z tego nie wyjdzie, zaplączesz się. Inkwizytorzy mają wspaniałe oczy i świetnie wyostrzony słuch”. Wtedy to Wat „przyznał się” do tego, że przed wojną krytykował wprawdzie terror w ZSRR, ale poznawszy lepiej Związek Sowiecki odkrył, że w krytyce swojej mylił się. Podobnych oświadczeń i raportów o „swojej winie” było wśród literatów wiele. Co ciekawe, w próbie interpretacji własnego zachowania, wśród literatów bardzo często obok „strachu” pojawia się „wiara”. Początkowo niespójne zestawienie okazuje się mieć głęboki sens: w sytuacji swoistego „prania mózgu” trudno rozróżnić jedno uczucie od drugiego. Tłumaczył to Kazimierz Brandys: „Czy wiara się może łączyć ze strachem? Myślę, że tak. Niegdyś o dobrym, wierzącym chrześcijaninie mówiło się: »bogobojny człowiek«”.

Inną kwestią jest to, iż postawa oportunizmu nie wynikała tylko z „fałszywej” wiary powodowanej strachem, ale i z wiary prawdziwej. Jeden z ówczesnych wyznawców komunizmu, Jan Kott, zestawiając fakt, iż proces „wyzwalania” przez Armię Czerwona następował tuż po traumatycznych wydarzeniach związanych z okupacją niemiecką, faktycznie stwierdzał: „marksizm uczył mnie praw historii, pozwalał mi jej zawierzyć”. Podobnie swa wiarę interpretuje Brandys. Brandys, który pochodził z inteligenckiej, zasymilowanej rodziny żydowskiej, II Rzeczpospolitą wspominał głównie przez pryzmat rządów skrajnej prawicy i upokarzającego ławkowego getta. Okupacja hitlerowska była zaś dlań jedną wielką plamą strachu. „Po koniec wojny żyłem w ukryciu. Wyszedłem na wierzch zimą i pamiętam, że zacząłem biec przed siebie, krzycząc, potykając się w śniegu i wskazując ręką samolociki. Zdawało mi się, że jestem bezpieczny i wolny”. Marsz Armii Radzieckiej był więc dla niego dowodem na to, że tylko Stalin był w stanie odegnać groźbę faszyzmu. „Jedynym oparciem dla mnie w złych myślach, w grozie, były miliony żołnierzy z czerwonymi gwiazdkami na czapkach”. Była to dość klarowna reakcja psychologiczna. W imię tego samego schematu myślenia ci, którzy spędzili wojnę obserwując wyłącznie okupację nazistowską, w sposób naturalny nie wierzyli w „zło” Związku Sowieckiego.

Oczywiście nie sposób założyć, że w sieć nowej ideologii dały się złapać wszystkie umysły literackie kraju. Część postaw oportunistycznych wynikała po prostu z chęci życiowego komfortu, z pewnej kalkulacji. O ich przyjęcie oskarża się najczęściej Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Antoniego Słonimskiego czy Jarosława Iwaszkiewicza. Wielu literatów dzięki swej kompromisowej postawie miało zapewnione środki do życia, a przede wszystkim – spokój. Niekiedy właśnie on skutecznie zastępował żarliwą wiarę w system. Maria Dąbrowska na przykład, która nie miała złudzeń co do sowieckiego systemu i prób wcielenia go w polską rzeczywistość (kiedy nastąpiła radziecka okupacja Lwowa, Dąbrowska zdecydowała się wrócić pod… okupację niemiecką), tak pisała w swoim Dzienniku: „Nie podejmuje się walki, gdy nie ma szans”. Z podobną ostrożnością traktowali literaci nie tylko swoje polityczne wypowiedzi (jako takich zresztą ci „niewierzący” w komunizm na ogół unikali), ale i zabiegi artystyczne.

Działaniami, które określić można by mianem pół-opozycyjnymi, były próby legalnej ucieczki od socrealizmu i artystycznych „wytycznych” nowej władzy. Część pisarzy od zagadnień społeczno-politycznych uciekała w: tłumaczenia (początkowo, przed emigracją był to Czesław Miłosz), literaturę wojny i okupacji (Zofia Nałkowska), literaturę dla dzieci (Ewa Szelburg-Zarembina) i inne. Z racji braku realnego wyboru pomiędzy „apolitycznym działaniem legalnym” a „współpracą z władzą”, postawy pisarzy często przybierały też formę literackiej dekadencji. W celu opisania tej „metody przeżycia” sformułowane zostało dlań określenie „emigracji wewnętrznej”. Strategię bierności wybrali: Zbigniew Herbertem, Henryk Elzenberg. Inni zdecydowali się na wyjście ostateczne, jakim była emigracja.

Nie sposób odmówić niektórym intelektualistom prawdziwej wiary w komunizm. Jednak zagadki związane z jego ówczesna atrakcyjnością mogą zostać nigdy niewyjaśnione i niezrozumiałe dla tych, którzy epokę ową mieli szczęście ominąć…

Ewa Frączek
w pierwotnej formie tekst ukazał się na stronie Odkrywcy.pl w dniu 2010-09-09