Kto dzisiaj byłby królem?

Wszyscy mniej więcej orientujemy się, jakie rody królewskie panowały niegdyś w Polsce. Wiemy, że po wygaśnięciu dynastii Piastów rozpoczęły się rządy Jagiellonów. Po smutnej śmierci Zygmunta Augusta, który po odejściu swojej ukochanej Barbary, mimo kolejnego małżeństwa, nie doczekał się potomka, nastąpiła dziwaczna dosyć tradycja królewskich elekcji, kiedy to szlachta – często przy pomocy szabli – forsowała na tron swojego kandydata, pochodzącego na ogół z jednego z zagranicznych rodów.

Co jednak oznacza sformułowanie „koniec dynastii”? Przecież nawet wtedy, gdy król nie doczekał się prawego potomka, pozostawały jeszcze jedna czy dwie boczne linie familii. Tutaj nie należy jednak zapominać o tym, że w czasach królewskich liczyła się wyłącznie (z małymi wyjątkami) linia męska. Z tego też powodu rody „wymierały” – przynajmniej oficjalnie. Co nie oznacza, że bardziej pośredni potomkowie królów polskich nie chodzą po świecie… nadal.

Epoka Piastów skończyła się w 1370 roku. Jednak już od Testamentu Bolesława Krzywoustego (1138) rodzina rozrasta się, wyróżnia się Piastów i małopolskich, i wielkopolskich, i śląskich, a potem i dolnośląskich, i górnośląskich, i właściwie przeciętnemu człowiekowi (a nawet przeciętnemu historykowi) naprawdę trudno się w tym połapać. Tak czy siak, za ostatniego męskiego przedstawiciela dynastii Piastów uchodzi Jerzy Wilhelm, książę brzesko-legnicki zmarły w 1675, zaś ostatnią Piastówną – Karolina, księżniczka legnicka, zmarła w 1707 („ostatni” w sensie: posiadający prawo do spadku i nazwiska; od korony byli oni już niezwykle oddaleni).

A co z krewnymi po kądzieli? Ostatecznie męscy Piastowie żenili się… Początkowo głównie z reprezentantami obcych rodów, ale w końcu także i z rodzimymi możnowładcami. Radziwiłłowie, najpotężniejszy litewski ród magnacki, to klan, którego reprezentanci żyją do dziś. Wprawdzie małżeństwo bocznej linii piastowskiej z linią radziwiłłowską odbyło się raz (podczas gdy z Rurykowiczami spowinowacali się aż 23 razy!), ale jednak – było. Pochodząca ze słynnego rodu Anna Radziwiłł, w swoim czasie wiceminister edukacji narodowej, musiała mieć w związku z tym coś wspólnego z pierwszymi królami Polski. Konstanty Radziwiłł, od 2009 wiceminister finansów w rządzie Donalda Tuska – również. I, z racji na liczebność rodziny, nie on jeden…

A co z Rurykowiczami, z którymi tak chętnie łączyli się Piastowie? Legitymująca się wciąż pochodzeniem od Ruryka rodzina Szujskich (boczna linia rodu Rurykowiczów) mogłaby mieć niejakie pretensje to tronu. Ród kniaziów Szujskich może istnieć w Polsce do dzisiaj, bowiem według „Słownika nazwisk współcześnie w Polsce używanych” profesora Kazimierza Rymuta, w 1998 roku żyły w Polsce 2 osoby noszące nazwisko Szujski i 4 osoby noszące nazwisko Szuyski. Jako że jednak Szujscy obecność swoją bardziej zaznaczyli w Rosji, rodacy mogliby nie zgodzić się na króla Polski, który miałby konotacje z tradycyjnie „nieprzyjacielskim” narodem.

Piastowie byli jednak dynastią, która utraciła koronę w sposób naturalny. Dlatego doszukiwanie się dzisiejszego króla w ich potomkach byłoby o tyle trudne, że okazać moglibyśmy się nimi my wszyscy (zwłaszcza biorąc pod uwagę także dzieci królewskie i książęce z nieprawego łoża). Wszystkie średniowieczne, sławetne rody, czy to na Rusi, czy na Węgrzech, w Czechach, lub na Zachodzie Europy, były zastępowane „świeżą krwią”. Podobnie w Polsce: Andegawenowie z Węgier (z których pochodziła Jadwiga, żona Jagiełły) i Jagiellonowie, władcy z Litwy (tak różni od swoich poprzedników, że w zasadzie nieporównywalni) złamali „świętą zasadę” według której tylko Piast, traktowany właściwie jak właściciel kraju, mógł zostać koronowanym władcą. Dlatego też, zastanawiając się, kto dzisiaj byłby królem, należałoby sięgnąć nie do pierwszego, a do ostatniego króla Rzeczpospolitej, po drugie zaś – do zapisu z Konstytucji 3 maja, która to Konstytucja przewidywała pewne rozwiązanie…

Jeśli chodzi o potomków Stanisława Augusta Poniatowskiego, ostatniego koronowanego władcy, to przebywają oni głównie we Francji, gdzie zajmują się polityką i produkcją wina. Pamiętać należy jednak, że według Konstytucji to nie oni mieli nosić na głowie koronę. W 1697 roku elektor saski z rodu Wettynów, Fryderyk August I został wybrany w elekcji władcą Rzeczypospolitej, przyjmując imię Augusta II (do historii przeszedł z przydomkiem „Mocny”). Jego syn także został wybrany władcą Polski i Litwy w i przyjął imię Augusta III. Unia Saksonii z Rzeczpospolitą trwała do 1763, ale Konstytucja 3 Maja gwarantowała dziedziczenie przez przedstawicieli dynastii saskiej tronu polskiego – to rozbiory i upadek Rzeczypospolitej przekreśliły te plany. Tym niemniej to Wettynowie właśnie byliby najbardziej uprawnieni do rządzenia Polską. Żyjący wciąż Maria Emanuel Wettyn (bezdzietny) jest obecnie margrabią Miśni (tak, tak, ten tytuł, choć teoretycznie nie ma znaczenia, wciąż funkcjonuje w potocznym użyciu). I w zasadzie, gdyby ktoś wpadł na szalony pomysł restaurowania monarchii  w Polsce, to on miałby największe prawo do korony!

Maria Emanuel mieszka dziś w Szwajcarii – uznany w czasie wojny za Polaka przebywał z naszymi rodakami w jednym obozie koncentracyjnym. Ostatnio był w Polsce na konferencji naukowej, zorganizowanej na Wawelu w 1997, „Trzysta lat od początku unii polsko-saskiej. Rzeczpospolita wielu narodów i jej tradycje”. Widać zatem, że zdaje sobie sprawę ze swoich potencjalnych przywilejów…

Ewa Frączek