Klątwa jako skuteczne narzędzie politycznej walki

Kiedy zawodził miecz i sprawna drużyna, przodkom naszym zostawało jeszcze jedno skuteczne narzędzie perswazji: klątwa. Dziś trudno wyobrazić sobie, aby władca, cesarz w dodatku, na którego nałożono ekskomunikę, musiał stać kilka dni boso, w śniegu i dawać sobie wylewać pomyje na głowę tylko po to, by klątwę zdjęto…

Klątwa to inaczej wykluczenie z Kościoła. „Jeżeli twój brat zgrzeszy przeciw tobie – czytamy w Biblii – idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli cię nie posłucha, weź ze sobą jeszcze jedną lub dwie osoby (…). Jeżeli ich także nie posłucha, powiedz o tym Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie posłucha, niech będzie dla ciebie jak poganin i celnik. Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie”. W oparciu o zawarte w Piśmie przyzwolenie, katolicyzm uznał klątwę za jedną z najcięższych kar. Najczęściej rzucano ją na świeckich władców. Nieraz kara ta okazywała się wyjątkowo uporczywa i brzemienna w skutki. Łączyła się bowiem z pozbawieniem wsparcia ze strony Kościoła – wsparcia, które niejednemu europejskiemu władcy było bardzo potrzebne.

Dziś może mało się kto przejmuje się grozą bycia wyklętym, a duchowni ze swojej strony przestali nadużywać tego dziwacznego dosyć środka perswazji. Kiedyś jednak ekskomunika była na początku dziennym, a związane z nią konsekwencje: naprawdę znaczące.

Najsłynniejszym przypadkiem jest przypadek niemieckiego cesarza Henryka IV. Ojciec Henryka panował w czasach, gdy decydującą rolę w wyborze papieża miał właśnie cesarz. Jednak w roku 1074 panujący w Stolicy Apostolskiej Grzegorz VII wydał dokument o nazwie „Dictatus Papae”. W dokumencie tym przedstawiono plany reformy, zakładające także centralizację Kościoła pod absolutną władzą papieża. Tym samym program Grzegorza zakładał niezależność władzy kościelnej od władzy świeckiej. I za to spotkała go kara: duchownego pobito i uwięziono. Na krótko, bowiem w przeciągu doby nadeszła pomoc. Uwolnienie papieża nie uratowało jednak stosunków z cesarzem, poirytowanym programem niesprzyjających mu reform. 1076 wraz z niektórymi biskupami usiłował ogłosić detronizację papieża. I wtedy spadła na niego klątwa.

„Jest mi powierzona – uzasadniał swoją decyzję Grzegorz VII – od Boga dana moc związywania i rozwiązywania w niebie i na ziemi (…) w imieniu Wszechmogącego Boga Ojca i Syna i Ducha Świętego…, zabraniam królowi Henrykowi (…) występującemu z niesłychaną zuchwałością przeciw Twemu Kościołowi, sprawowania rządów w całym królestwie niemieckim i we Włoszech, a wszystkich chrześcijan zwalniam z więzów przysięgi (…) nakładam na niego w Twoim zastępstwie pęta klątwy”.

Ekskomunikowany cesarz musiał się ukorzyć po to, by wrócić na łono Kościoła. A dokładniej, aby uratować swoją sytuację: zwalnianie chrześcijan z „więzów przysięgi” oznaczało, że powołując się na decyzję papieża nie tylko każdy duchowny, ale i każdy możnowładca mógł z łatwością przeciwstawić się Henrykowi. Oznaczać mogło to chaos, groźbę masowych wystąpień przeciw władcy. Także władcy innych krajów – w tym Polski – z łatwością mogli ignorować cesarza, podkreślając, iż jest wyklęty. Aby odzyskać utracona pozycję, Henryk musiał się ukorzyć – dlatego przez trzy dni, w worku pokutnym, boso, klęczał i czołgał się pod murami twierdzy w Canossie. „Nie przestał błagać (…) zmiłowania apostolskiego i przebaczenia, aż w wszystkich (…) wzbudził litość. W końcu (…) zdjąwszy zeń klątwę, przypuściliśmy go do łaski wspólności” – czytamy w dokumentach.

Grzegorz zdjął ekskomunikę, co skończyło się dla niego źle, bowiem cesarz zebrał w przeciągu kilku lat odpowiednie siły do tego, by papieża zdetronizować siłą. Ukorzenie było mu jednak potrzebne – bez niego utraciłby poparcie poddanych i dał pretekst krajom ościennym do tego, by w imię Stolicy Apostolskiej prowadziły z nim wojny.

Historia Henryka IV nie jest jedyną. Co ciekawe, klątwy były na porządku dziennym także w Polsce Piastów.  Zwłaszcza, że prawem do ich rzucania dysponował nie tylko papież, ale i biskupi. I tak, szczególnie w latach rozbicia dzielnicowego, poszczególni książęta piastowscy – których było naprawdę wielu – manewrowali sprzymierzonymi z nimi biskupami po to, by wykorzystać ich przywileje. Sami biskupi zaś, gdy nie mieli dobrych stosunków z tym, czy innym księciem, rzucali nań klątwę po to, by przeforsować swojego kandydata na dany tron – czy to śląski, czy mazowiecki.

Ekskomunika spotkała na przykład Władysława Laskonogiego. W 1206 utracił on tron w Krakowie na rzecz Leszka Białego. Zbiegło się to właśnie z jego ekskomuniką. Arcybiskup gnieźnieński Henryk Kietlicz, chcąc wymusić na władcy rozszerzenie przywilejów kościelnych, posłużył się klątwą. I chociaż musiał uciekać przed zirytowanym Piastem, to jednak udało mu się, dzięki klątwie, uzyskać bullę papieską popierającą Leszka Białego. Leszek Biały z kolei, będąc dłużnikiem arcybiskupa, przywileje Kościoła rozszerzył: zwolnił na przykład instytucję z danin na rzecz księcia…

Wszystkich ekskomunik wymienić nie sposób: zwłaszcza, że w pewnym momencie dziejów Polski piastowskiej były na porządku dziennym. Podobnie, choć z nieco innych względów obawiano się ich na Zachodzie, gdzie cesarstwo wciąż nie mogło pogodzić się z papiestwem.

Najbardziej dramatycznym efektem ekskomuniki była śmierć wczesnych reformatorów Kościoła lub uczonych. Słynny Jan Hus, czeski reformator, który polemizował z zasadnością klątwy został spalony na stosie – po tym, oczywiście, gdy klątwę rzucono na niego. Ekskomunikowano i zamordowano także Giordano Bruna. Passę przełamał dopiero Marcin Luter. Ekskomunikowany przez papieża spalił publicznie jego bullę. Miał szczęście, że spotkało go to w odpowiednich dla reformatorów czasach: zbyt wielu władców i duchownych nie uznawało już wówczas klątwy jako poważnego narzędzia walki politycznej. Luter ocalał, a jakiś czas potem ekskomunika przestała być rzucana na prawo i lewo…

Ewa Frączek