Kim był Gabriel Narutowicz?

Z jednej strony odpowiedź na pytanie „Kim był Gabriel Narutowicz?” zna każdy Polak, który choć trochę interesuje się historią własnego kraju. Z drugiej strony nie należy zapominać, że odpowiedź „Pierwszy prezydent Polski” lub „Zamordowany polski prezydent” jest odpowiedzią mocno uproszczoną. Narutowicz nie był bowiem zwykłym politykiem. Był nieprzeciętnie zdolnym inżynierem, który w politykę wplątany został niejako przez przypadek. Przypadająca 16 grudnia osiemdziesiąta rocznica jego śmierci jest dobrą okazją, by przybliżyć nietuzinkową sylwetkę pierwszej Głowy Państwa. 

Źródło: dzieje.pl

Tegoroczny, grudniowy numer czasopisma historycznego „Mówią wieki”, przytacza fragmenty rozmowy, która miała odbyć się między Ignacym Mościckim a Narutowiczem w roku 1918. Mościcki – sam będący skądinąd bardziej naukowcem niż politykiem – otrzymał wówczas zadanie od ówczesnego ministra robót publicznych, aby pojechać do szwajcarskiego Zurychu i namówić przebywającego tam Narutowicza na powrót do niepodległego już kraju. W przytoczonych w czasopiśmie wspomnieniach Mościckiego wyczytać można, iż przyszłego prezydenta przekonał argument, że „przecież Polska nie co rok powstaje”.

Powrót do Polski był dla Narutowicza nie lada poświęceniem. Nie tylko finansowym – nawet jako minister zarabiał w Rzeczpospolitej mniej niż w Szwajcarii jako wykładowca i naukowiec – ale i osobistym. Do roku 1918 żył głównie nauką i zagadnieniami związanymi z inżynieryjnymi nowinkami. Jego sukcesy miały zresztą charakter nie tylko teoretyczny, ale i praktyczny – prace Narutowicza na temat elektryfikacji były nagradzane na międzynarodowych wystawach poświęconych nauce i technicznym innowacjom. Cieszył się on zatem szacunkiem środowisk uniwersyteckich oraz wszystkich właściwie instytucji zajmujących się publicznym budownictwem. Przyszły prezydent Polski znany był jako inżynier projektujący konstrukcje lądowe oraz – przede wszystkim – wodne. W tej ostatniej dziedzinie, a dokładniej w regulacji rzek i w budowaniu wodnych elektrowni, stał się takim specjalistą, że konsultowali się u niego inżynierowie z Niemiec, Francji, Włoch, Hiszpanii czy Portugalii.

Jeżeli chodzi o kwestie polityczne to określić można go raczej jako umiarkowanie zaangażowanego lecz konsekwentnego społecznika, gotowego w momentach naprawdę istotnych do wzmożonej pracy na rzecz pewnej idei. W czasie I wojny światowej należał na przykład do Szwajcarskiego Komitetu Generalnego Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce. Komitet – założony przez Henryka Sienkiewicza i Ignacego Paderewskiego – zajmował się głównie kwestowaniem na rzecz ofiar z Polski. Narutowicz, przebywając w Szwajcarii, aż do rewolucji w Rosji w 1917 roku nie bardzo natomiast miał możliwość, by osobiście swoje rodzinne strony odwiedzić. Po pierwsze związany był z emigracyjną partią „Proletariat”, co dyskredytowało go w oczach ówczesnych rosyjskich władz, po drugie – pomagał Polakom ściganym przez carat. Gdyby przyjechał do Polski, natychmiast zostałby aresztowany.

Rok 1918 zmienił wszystko. Uznany i podziwiany inżynier zostawił swój warsztat i swoją naukową codzienność po to, by działać na rzecz odbudowy państwa polskiego. Nowa praca była przypuszczalnie trudniejsza niż projektowanie elektrowni. Narutowicz na wszystko otrzymywał mocno ograniczony budżet, musiał mocno kalkulować i lawirować między olbrzymimi kosztami, by inwestycje okazywały się trafne. Mimo to większość z przedsięwzięć udana była. A jako że w dużej mierze Polska powstawała od zera, minister zająć musiał się głównie drogami, budynkami użytku publicznego itd. W 1921 roku odbudowano 270 tysięcy budynków, naprawiono większość dróg, zbudowano nowe. Aby prace szły sprawniej, Narutowicz zmniejszył pion administracyjny, z 3500 osób do 746. Tym samym okazał się zręcznym nie tylko budowniczym, ale i politykiem.

Zestawiając jego niekontrowersyjną osobowość oraz talenty organizacyjne i skromność z atmosferą, która towarzyszyła najpierw wyborowi Narutowicza na prezydenta, a potem okolicznościom jego śmierci, powiedzieć można bez żadnej przesady, że II Rzeczpospolita do demokracji nie dorosła. 16 grudnia 1922 prezydent został zastrzelony – zaledwie po kilku dniach sprawowania urzędu.

Zanim Eugeniusz Niewiadomski, wspierający endecję fanatyk zastrzelił Narutowicza, wysyłano do prezydenta liczne, anonimowe pogróżki. Komentarze, jakie ukazały się po jego nominacji w prasie prawicowej były niewyobrażalnie agresywnie – nawet w porównaniu z czasami dzisiejszymi. Stanisław Stroński z „Rzeczpospolitej” sugerował by „usunąć tę zawadę” (czego później, jak stwierdzał kilkanaście lat po zamachu, bardzo żałował), a gazety endeckie wprost informowały, że odmawiają wszelkiego poparcia rządom powołanym przez prezydenta „narzuconego przez obce narodowości: Żydów, Niemców, i Ukraińców”. Narutowiczowi zarzucano przede wszystkim to, iż „nie jest Polakiem” (skoro rodzina jego pochodziła z Kresów, a życie spędził w Szwajcarii), że wybrany został głosami mniejszości, a przede wszystkim – że jest niewierzący.  „Gazeta Poranna”, organ Narodowej Demokracji pozwoliła sobie nawet na słowa podburzające praktycznie swoich czytelników do działania: „Jakieś ptasie mózgi urzędnicze biedzą się nad ceremoniałem objęcia władzy przez prezydenta Narutowicza… Ludność polska prowokacji tej nie zniesie… zamiast strumienia krwi, które widzieliśmy onegdaj, popłyną krwi tej rzeki”. Rzeki krwi nie popłynęły, natomiast ofiarą stała się pierwsza osoba w państwie

Po śmierci Narutowicza z całej Europy napływać zaczęły do Polski kondolencyjne listy. Prasa szwajcarska czy francuska wychwalały osobę polskiego prezydenta zdecydowanie bardziej, niż wymagałaby tego zwykła, dyplomatyczna kurtuazja. To jednak nie zmieniło sytuacji w kraju, w którym napięcie wywołane zbrodnią pozostawiło ślady jeszcze przez następnych kilkanaście lat.

Gabriel Narutowicz miał wpływ na historię II Rzeczpospolitej z jeszcze jednego powodu, z którego nigdy nie mógł zdać sobie sprawy. Otóż historycy zgodni są na ogół co do tego, że to jego śmierć przyczyniła się do wstrząsu psychicznego, jaki przeżył Józef Piłsudski. Piłsudski, podziwiając osobowość i talenty Narutowicza, poczuł się głęboko dotknięty jego śmiercią i towarzyszącą jej atmosferą, stracił też wiarę w swój naród. Niedługo później, w 1926 przeprowadzony został zamach stanu, w którym Marszałem, wedle własnych słów, chciał skończyć „panowanie rozwydrzonych partii”. Partii, które pośrednio także przyczyniły się do śmierci pierwszego prezydenta.

Ewa Frączek