Jak Polaków znowu zrobiono w balona

8 czerwca 1946 roku, kiedy Europa Zachodnia zaczęła powoli otrząsać się po II wojnie światowej – jednym z najbardziej krwawych i wyczerpujących konfliktów zbrojnych w dziejach – Anglicy postanowili hucznie uczcić zwycięstwo. Z tego względu zorganizowali ogromną paradę, której przyglądać miało się tysiące widzów, w tym także wielu gości z całego świata…

Wielka Brytania miała wiele powodów, aby uroczyście fetować niedawne pokonanie nazistowskich Niemiec. Przede wszystkim, zwłaszcza pod koniec wojny, Anglia szczególnie dźwigała jej ciężar, finansowo i militarnie. Parada miała też pokazać światu wciąż aktualną potęgę Wysp Brytyjskich.

Zamiast potęgi, pokazano jednak coś innego. W paradzie sojuszników, zjednoczonych przeciw państwom Osi, nie zabrakło nawet żołnierzy z Fidżi i Meksyku. Zabrakło natomiast… Polaków. Tych, którzy obok USA, Wielkiej Brytanii i ZSRR wnieśli największy wkład w wojnę i w ogromnej mierze przyczynili się do zwycięstwa nad Hitlerem. Tych, którzy złamali także kod Enigmy i którzy przede wszystkim wsławili się brawurową walką w bitwie o Anglię.

„Narody brytyjski i polski wspólnie walczyły przeciw brutalnemu wrogowi w ciągu pięciu tragicznych lat – pisał jeszcze w 1945 roku król Jerzy VI do prezydenta Władysława Raczkiewicza – Dzielni polscy żołnierze, marynarze i lotnicy walczyli obok moich sił zbrojnych w wielu częściach świata, wszędzie uzyskując ich wysokie uznanie. W szczególności, my w tym kraju – z wdzięcznością wspominamy rolę odegraną przez polskich lotników w Bitwie o Wielką Brytanię, którą cały świat uznaje za przełomowy moment w wojnie”.

Mimo słów pełnych podziwu Polacy nie dostąpili jednak zaszczytu wspólnego fetowania zwycięstwa.

Złożyło się na to kilka aspektów. Przede wszystkim, nie chcąc drażnić Stalina, angielskie ministerstwo spraw zagranicznych wysłało wprawdzie zaproszenie do Polski, nie tym jednak żołnierzom, którzy wsławili się walką na frontach zachodnich, przede wszystkim pod Monte Cassino i we wspomnianej Bitwie o Anglię. Oddziały Polskich Sił Zbrojnych, razem z generałem Władysławem Andersem, znajdowały się poza krajem, zaś rząd komunistyczny oficjalnie nie uznawał emigracyjnych oddziałów PSZ. W kraju stacjonowało wówczas zupełnie oddzielne, „ludowe” wojsko polskie, wywodzące się z utworzonej na rozkaz Stalina dywizji kościuszkowskiej. Im właśnie, żeby nie zaogniać sprawy, wysłano zaproszenie do Londynu.

Jedynymi pozostałymi na emigracji żołnierzami polskimi, uhonorowanymi oddzielnym zaproszeniem na paradę, byli lotnicy z Bitwy o Anglię. W imię solidarności z innymi jednostkami, odmówili jednak pojawiania się na uroczystości.

Wysłanie zaproszenia na paradę do nowo powstałych władz w Warszawie, nie zaś do polskich władz emigracyjnych, było wyrazem nie potęgi, a ówczesnej słabości Wielkiej Brytanii. Gest niezgodny z etykietą żołnierską oznaczał jedno – to, że Anglia wyraża zgodę na zorganizowanie na wschodzie, tuż po II wojnie światowej, stalinowskiej strefy wpływów.

Co ciekawe, nieobecność Polaków na paradzie zwycięstwa przyczyniła się do zaognienia sporów w brytyjskim parlamencie. Winston Churchill, były premier, wyrażał żal, że ci, którzy „przelali krew dla wspólnej sprawy” nie będą uczestniczyć w paradzie. Brytyjski dowództwa lotnictwa z czasów Bitwy o Anglię, Philip Joubert de Ferte, jeszcze dosadniej pytał – „Czy wszyscy straciliśmy poczucie przyzwoitości i wdzięczności?”.

Nieobecność Polaków z Polskich Sił Zbrojnych okazała się jednak polityczną siłą wyższą. Dodatkowo nie przybyli zresztą na paradę również żołnierze z zaproszonego wojska „ludowego”. Angielskie ministerstwo otrzymało wyjaśnienie, że nieobecność reprezentacji polskiej spowodowana jest… ułatwieniem generałowi Borowi-Komorowskiemu wyjazdu do Stanów Zjednoczonych przez rząd angielski.

Jasne stało się, że kuriozalna wymówka jest tylko pretekstem, zaś decyzja o nieuczestniczeniu żadnej polskiej reprezentacji, nawet związanej z rządem komunistycznym, zapadła w Moskwie.

Zasługi żołnierzy polskich nie pierwszy i nie ostatni raz zostały wówczas zupełnie niesłusznie pominięte…

Ewa Frączek
w pierwotnej formie tekst ukazał się na stronie Odkrywcy.pl w dniu 2011-06-07