Jak krzyż zastąpił Peruna

„U was, chrześcijan – oświadczyli szczecińscy poganie biskupowi Ottonowi Mistelbachowi – ucina się ludziom ręce i nogi, wyłupuje oczy, torturuje w więzieniach. U nas, pogan, tego wszystkiego nie ma, toteż nie chcemy takiej religii”. Niezależnie od tego, że wbrew przytoczonym słowom z pokojowością plemion słowiańskich bywało równie, nowa wiara została wprowadzona na pradawne ziemie polskie faktycznie bez woli nawracanego ludu. Nic dziwnego zatem, że gdzieniegdzie spotykała się z gwałtownymi oporami…  

Występująca często w literaturze i historii zbitka słów „Polak-katolik” przypomina o tym, jak to w czasach dawniejszych szlachta Rzeczpospolitej przekonana była, iż ponosząc ofiarę w wielu wojnach broni „prawdziwego chrześcijaństwa”. I tak oto muzułmańska Turcja, protestancka Szwecja czy prawosławna Rosja dzielnie odpierane były przez naszych rodaków w imię – między innymi – obrony przedmurza chrześcijaństwa, za jakie uważała się Polska. Tymczasem na wiele, wiele przed samym pomysłem bycia „przedmurzem”, na ziemiach całej Słowiańszczyzny nowa religia z Zachodu przyjmowana była z wielkimi oporami. Liczne bożki i posążki z czasów wierzeń pierwotnych mogły być zniszczone wyłącznie siłą. Bez przesady powiedzieć można, że z dawnej kultury w swojej czystej postaci nie ocalało prawie nic. To natomiast, co zostało, zostało „zmiksowane” z chrześcijaństwem.

Jeśli chodzi o chrzest władcy, Mieszka I, bez sensu byłoby zastanawianie się, czy zrobił on źle, czy dobrze. Odpowiedź na to pytanie jest jedna: Mieszko nie miał innego wyjścia i niezależnie od tego, czy krzyż był mu równie drogi co posąg Peruna, czy też równie obojętny, kierował się on polityką, którą bez trudu można nazwać polityką dalekowzroczną i wcale nie nowatorską, lecz ostrożną. W „Żywocie świętego Metodego” przeczytać można: „posławszy do niego (księcia Wiślicy) Metody kazał mu powiedzieć: Dobrze by było synu, abyś się dał ochrzcić dobrowolnie na swojej ziemi, bo inaczej w niewolę wzięty i zmuszony przyjąć chrzest na ziemi cudzej”. Z tekstu wynika, że władcy europejscy, w tym Mieszko, mieli zatem wybór. Ich poddani z kolei tego komfortu byli pozbawieni. Często nie rozumiejąc, co się właściwie dzieje, tracili z dnia na dzień swoich bożków, miejsca kultu i obrzędy, do których musieli być przecież głęboko przywiązani.

Z pogaństwem walczono na wiele sposobów. Czasem siłą chrzczono całą osadę: mieszkańców zaganiano wręcz nad pobliską wodę, gdzie po kolei i na szybko nadawano im nowe imię, czasem, by nie komplikować i nie przedłużać sprawy, było ono… jednakowe dla wszystkich mężczyzn i jednakowe dla wszystkich kobiet. Przy okazji niszczono miejsca kultu, a następnie odgórnie nakładano na daną wieś nowe obowiązki. Należała do nich przede wszystkim dziesięcina oraz świętopietrze – majątkowe obciążenia na rzecz duchowieństwa. Poza kwestiami finansowymi nakładano na mieszkańców świeżo nawróconej osady obowiązek coniedzielnego uczestnictwa w mszy, przestrzeganie postów itp. Ci, którzy „pozostawali w błędach pogaństwa” byli karani na różne sposoby, przyłapanym najczęściej konfiskowano majątki. Dość wstrząsające jest to, że Bolesław Chrobry kazał karać za złamanie postu… wybiciem zębów.

Ogólnie dosyć często karano za opór oraz za tajemne hołdowanie tradycyjnym wierzeniom. Tego ostatniego szczególnie zaś trudno było sobie ludziom odmówić. Chrześcijaństwo mogło być przez nich wyznawane także i na pozór, dla zachowania swojego bezpieczeństwa, czy też dla świętego spokoju. Jednak gdy całe życie wielbiło się lub bano słowiańskiego Peruna, czy innej miejscowego bożka, nie sposób było odciąć się od własnej tradycji z dnia na dzień. Tym samym podejmowano na ogół ryzyko. Duże ryzyko: dla władcy, który przyjął chrześcijaństwo jasne było, by biskupów misyjnych traktować uprzejmie i z estymą – od ich powodzenia zależał jego wizerunek. Tym samym jednak otrzymywali oni pozwolenie na niszczenie ludowych wierzeń.

Robota nawracania należała bowiem głównie właśnie do biskupów misyjnych. Pierwszym z nich – wysłanym do Polski po chrzcie Mieszka – był Jordan. Szczególnie ciekawe informacje zachowały się jednak o biskupie kołobrzeskim, Reinbernie. Niemiecki kronikarz, Thietmar, pisał o nim następująco: „Brak mi zarówno wiedzy, jak wymowy, by przedstawić, jak wiele zdziałał on na powierzonym sobie stanowisku. Niszczył i palił świątynie z posągami bożków i oczyścił morze zamieszkałe przez złe duchy wrzuciwszy w nie cztery kamienie pomazane świętym olejem i skropiwszy je wodą święconą”. O ile nie wiadomo, czy złe duchy naprawdę z morza przepędził, o tyle wielce prawdopodobne jest, niestety, że niejedna „świątynia” czy „święty gaj” prasłowiański zostały zrównane z ziemią. Nie tylko zresztą przez Reinberna, ale i przez innych misjonarzy.

To jednak, że religia pogańska została wytępiona lub zasymilowana z chrześcijaństwem, wiadomo nie od dziś. Mniej znanym wątkiem jest kwestia oporu Słowian przed nowym, narzucanym siłą kultem. Przed misyjnymi biskupami nie ulegano bowiem od razu. „Ich pierwszy biskup Jordan – pisał o Słowianach niemiecki kronikarz Thietmar – ciężką miał z nimi pracę, zanim niezmordowany w wysiłkach nakłonił ich słowem i czynem do uprawiania winnicy Pańskiej”.

Na czym „ciężka przeprawa” polegała? Przede wszystkim mało znanym faktem są „pogańskie powstania”. Według Jana Długosza jedno  z nich miało miejsce w 1022 roku. Wtedy to miały miejsce gwałtowne protesty przeciw płaceniu dziesięciny. Uczestnicy mieli przypominać, iż pogańscy kapłani utrzymywali się z pracy własnych rąk. Mimo to bunt niczego nie zmienił, poza tym, że jego przywódców zamordowano. Przyszłe zamieszki związane z protestami przeciw dziesięcinom nie miały już charakteru pogańskiego, ale reformatorski, czy też po prostu, podyktowane były zwykłą wściekłością wykorzystywanego przez silnych duchownych ludu.

Najsłynniejsze wydarzenia antychrześcijańskie, mające źródła częściowo w tęsknocie za „tradycyjnymi” czasami, miały miejsce po 1029 roku. Ich kumulacja nastąpiła w 1037. Wtedy to Mieszko II, chcąc odeprzeć agresywnego dosyć cesarza niemieckiego Konrada II, sprzymierzył się z plemionami pogańskimi, również obawiającymi się sąsiada z zachodu. Natychmiast wykorzystała to wroga królowi polskiemu propaganda, nazywając go wszem i wobec pseudochrześcijaninem.

W słynnej, ruskiej „Powieści minionych lat” wydarzenia przedstawiano następująco: „Tegoż czasu umarł Bolesław Wielki w Lachach i był bunt w ziemi lackiej; ludzie powstawszy pozabijali biskupów i popów [księży], i bojarów swoich, i był bunt”. Wypadki te odnotowuje także Gall Anonim: „I choć tak wielkie krzywdy i klęski znosiła Polska od obcych, to jeszcze nierozsądniej i sromotniej dręczoną była przez własnych mieszkańców. Albowiem niewolnicy powstali na panów, wyzwoleńcy przeciw szlachetnie urodzonym, sami się do rządów wynosząc… Nadto jeszcze, porzucając wiarę katolicką”. W istocie, wiele kościołów zniszczonych zostało wówczas przez Polaków. Szczególnie w Wielkopolsce, gdzie zniszczono sakralne budowle w Gnieźnie, Poznaniu i Legnicy.

Wystąpień, nazywanych przez niektórych zbyt szumnie może „powstaniami” z pewnością było więcej. Szczególnie walczono z odchodzącą w dal przeszłością za panowania Chrobrego, kiedy wspominanie i tradycje pogaństwa wciąż silnie były w ludziach zakorzenione. Nie o wszystkich przypadkach możemy jednak wiedzieć: pamiętać należy, że oficjalni kronikarze państwa omijali temat szerokim łukiem, nie chcąc narażać wizerunku swoich władców w Europie. „Lecz dajmy pokój rozpamiętywaniu dziejów ludzi, których wspomnienie zaginęło w niepamięci wieków i których skaziły błędy bałwochwalstwa”, postulował na przykład Gall Anonim.

Jeszcze długo bardzo trudno będzie nam odtworzyć tę pradawną historię. Zwłaszcza, że poganie, będąc niepiśmienni, nie mogli się bronić. A Kościół, jak przypomina Jerzy Strzelczyk w książce „Mieszko I”, „zrobił wszystko co w jego mocy, by wykorzenić z pamięci Polaków wspomnienie pogańskiej przeszłości i zmagań nowego porządku ze starym”.

Większość cytatów pochodzi z książki Andrzeja Nowickiego „Chłopi a biskupi” Jerzy Strzelczyk „Mieszko I”

Ewa Frączek