Historia małżeństwa

W dość oczywisty sposób związek małżeński kojarzy się z instytucją, w której poza wątkami formalnymi zaangażowane są emocje. Aby małżeństwo było ważne z punktu widzenia prawa, potrzebne jest oświadczenie woli jego zawarcia ze strony obojga zainteresowanych. I mimo iż zdarzają się sytuację, w których decyzja na życie z drugim człowiekiem jest mniej lub bardziej spowodowana różnego rodzaju interesami, to jednak przede wszystkim „chodzi w niej” o miłość.

Dziś trudno nam sobie wyobrazić, że właściwie przez większą część istnienia cywilizacji małżeństwo a miłość były to dwie zupełnie oddzielne sprawy, których nawet nie starano się łączyć. O tym, z kim człowiek spędzi resztę życia, decydowali rodzice, opiekunowie, patroni, czasem władcy.

Oczywiście nie można powiedzieć, aby „historia małżeństwa” była historią jednolitą. Charakter instytucji, sposób wstępowania w związek oraz okres poprzedzający sam ślub są oczywiście różne w różnych kulturach. Gdzieniegdzie, na przykład w Indiach czy Pakistanie, wciąż bardzo silnie przestrzegany jest zwyczaj wyboru małżonka przez rodziców. Bardzo często dzieje się to na skutek ugody, gdy młodzi są jeszcze dziećmi. Indyjskie dziewczynki dorastają ze świadomością, że to sąsiad, kolega, czy przyjaciel będzie tym, z którym w przyszłości zamieszkają i któremu urodzą dzieci. Dobrze dzieje się, gdy ów „sąsiad czy przyjaciel” jest mniej więcej w wieku zainteresowanej…

Europejczycy, którzy dowiadują się o wciąż praktykowanym „układzie małżeńskim”, narzucanym młodym Hinduskom odgórnie, odczuwają wobec nich głównie współczucie. Z kolei na wieść o tym, że jeszcze w wieku XIX, w Indiach, istniał zwyczaj palenia wdów (żyjących) wraz ze zwłokami męża (obyczaj zwany Sati, w tłumaczeniu: „dobra żona”), ogarnia nas oburzenie.

Jednakże Anglicy, którzy w 1829 zakazali w Indiach praktykowania Sati, sami, jak wielu reprezentantów cywilizacji rzymsko-chrześcijańskiej, mają na sumieniu równie dziwne – z perspektywy dzisiejszego człowieka – obyczaje. W porównaniu z nimi to, co działo się lub dzieje w Indiach, Chinach, czy krajach arabskich, nie powinno być aż tak zaskakujące.

Kultura zachodnia to kultura wyrosła na gruncie tradycji rzymskich, germańskich i judeochrześcijańskich. Także w tej kulturze uczucia długo nie miały z małżeństwem nic wspólnego. Instytucja zamążpójścia czy ożenku miała służyć trzem celom: ekonomii, polityce oraz prokreacji. Wyboru partnerów dokonywali – jak w Indiach – rodzice. Czasem o tym, z kim spędzi życie ważny żołnierz lub polityk, decydował za swoich poddanych władca.

Małżeństwo było w naszej kulturze zawsze przede wszystkim monogamiczne. Jednak zanim na trwałe sposób rozumienia małżeństwa zmieniony został przez chrześcijaństwo, w Rzymie wolno było, na przykład, korzystać z usług prostytucji. W pewnych kręgach zachęcano nawet do korzystania z usług kurtyzan, aby, jeżeli żona nie zadawalała męża seksualnie, nie rozbijać (na skutek braku męskiej satysfakcji) innych małżeństw.

Kobiety w Rzymie miały relatywnie sporo wolności (w porównaniu z innymi kulturami lub z mającym nadejść chrześcijaństwem). Wychowywanie dzieci było jednak ich świętym obowiązkiem. Za Oktawiana Augusta niezamężna 20-latka była karana – właśnie z powodu braku potomstwa. Gdy z jakiegoś powodu nie mogła rodzić w sposób naturalny, sugerowano jej adopcję.

Warunki zawierania i trwania w małżeństwie, po upadku cesarstwa rzymskiego, uległy z jednej strony zaostrzeniu, z drugiej – złagodzeniu. Zaostrzyły się zasady otrzymywania rozwodów. Oddalenie żony czy zostawianie męża uznano za grzech, w związku z czym na wiele wieków praktycznie rozwodów zabroniono – podczas gdy w Rzymie należały do zupełnie normalnej praktyki. Złagodzono natomiast (co z perspektywy dzisiejszej nauki społecznej Kościoła katolickiego wydaje się zaskakujące) nakaz posiadania dzieci. Działo się tak z tego względu, iż za cnotę uznano celibat oraz jak najdłuższe zachowanie dziewictwa.

„Dziwne” praktyki związane z instytucją małżeństwa nie ominęły i Europy. W systemie feudalnym mąż często traktował żonę jako część swoich dóbr. Tzw. pasy cnoty nie chroniły, wbrew mylącej nazwie, dziewictwa, lecz „zabezpieczały” żonę rycerza podczas jego długich wypraw.

Przez krótki czas, na terenie Włoch i Francji, do uprawnień pana feudalnego należało tzw. „prawo pierwszej nocy” – odbycie inicjacyjnego stosunku ze świeżo poślubioną żoną każdego ze swych poddanych. Było to jednak zjawisko dość rzadkie.

W kulturze europejskiej bardzo długo małżeństw nie wolno było zawierać biedocie, z racji braku funduszy na ten cel. Posag był bardziej oczywisty niż małżeńska przysięga, w związku z czym wchodzenie w oficjalny związek nie miało sensu bez czegoś, co w mniemaniu wszystkich było w nim najważniejsze.

Panowie nie byli wcale w lepszym położeniu niż biedota. Sami królowie bynajmniej nie decydowali o tym, z kim przyjdzie im związać się na zawsze. W Rzeczpospolitej Obojga Narodów, w czasach wolnej elekcji, warunek podjęcia za żonę określonej damy był jednym z warunków ubiegania się o koronę. Henryk Walezy, pierwszy król elekcyjny, uciekł z Polski niedługo po tym, jak wybrany został na króla. Decyzja jego spowodowana była tym, że w rodzimej Francji akurat „zwolnił się” tron. Bardzo wielu historyków podkreśla jednak, że wyjątkowo lubujący się w płci przeciwnej władca, nie chciał pojąć za żonę siostry Zygmunta, Anny Jagiellonki…

Do XIX wieku potępiane było, głównie przez Kościół, osiąganie przyjemności z małżeńskiego pożycia seksualnego. Sam wiek XIX nie przyniósł w tym względzie wielkiej poprawy. W „nowej” moralności mieszczańskiej (tzw. epoka wiktoriańska) pokazywanie się nago mężowi uznawano za wyuzdane, sprzeczne z dobrym obyczajem. Prokreacja, tradycja, finanse: te trzy powody wystarczały w zupełności do tego, aby zadecydować o – głównie nieswoim – zamążpójściu.

W latach powojennych decyzję o tym, z kim spędzane będzie życie, podejmowano już indywidualnie. Bardzo długo natomiast, do wieku XX, decydować o rozpadzie małżeństwa mógł mąż. W Polsce, jeszcze w latach 80. bycie „rozwódką” było rzadkim i dziwacznym zjawiskiem społecznym, zaś zostawienie męża było – w porównaniu z zostawieniem żony – zupełnym kuriozum. Dziś, co oczywiste, zarówno jedna jak i druga strona może wystąpić o zakończenie życia w małżeństwie tak, jak zgoda jednej i drugiej strony potrzebna jest do zawarcia związku.

Takiego „szczęścia” nie mają kobiety z krajów islamskich. Nie dość, że miłość przed zawarciem małżeństwa nie jest tam wskazana z racji „zaślepiania ludzi”, to także i rozwód może przeprowadzony zostać tylko przez mężczyznę i to niezależnie od powodu. Odbywa się on poprzez trzykrotne wypowiedzenie formuły „Rozwodzę się z tobą”. Co ciekawe, w jednym ze stanów Malezji uznano za spełniające ten wymóg wysłanie wiadomości SMS o tej właśnie treści. Rekompensata dla tak pozostawionej małżonki jest… zwrócenie jej posagu w podwójnej wysokości.

Ewa Frączek