Dlaczego Francuzi nie chcieli umierać za Gdańsk?

Dlaczego Francuzi nie chcieli umierać za Gdańsk?

W latach trzydziestych dwudziestego wieku, w czasach panowania Adolfa Hitlera, w Europie panowała atmosfera ciężka i pełna niepokoju. Pewna część polityków, mimo wciąż rosnącej buty nazistowskich Niemiec, stosowała wobec swych obywateli i wobec przywódców innych państwa tak zwaną „politykę uspokojenia”. Akceptowała przy tym niektóre z posunięć Hitlera, w tym zajęcie Austrii i czeskich Sudetów. Między innymi Francja, jedno z najbardziej liczących się wówczas państw europejskich, w dwudziestoleciu międzywojennym reprezentowała właśnie taką postawę.

Dla Rzeczpospolitej koncepcje polityki międzynarodowej i zachowania przywódców innych państw były niezwykle istotne. Państwo, które dość świeżo odzyskało swą niepodległość, nie miało złudzeń, co do faktycznych intencji Hitlera. Dlatego też, kiedy 21 marca 1939 roku Niemcy zgłosili swe roszczenia do Gdańska (przyłączenia miasta do Rzeszy oraz przeprowadzenia autostrady i linii kolejowej przez polskie Pomorze), Marszałek Rydz-Śmigły zarządził cichą mobilizację i koncentrację wojsk wokół spornego terenu.

Część Polaków świadoma była więc, że zbrojny konflikt jest wielce prawdopodobny. Często natomiast mówi się, że mocarstwa zachodnie i ich społeczeństwa czasem nie wierzyły nawet w możliwość wybuchu wojny. Wydaje się jednak, że opinia ta jest przesadzona, że w rzeczywistości było nieco inaczej. Pacyfistyczna polityka – między innymi Francji – nie wynikała z przekonania, że działania Hitlera nie są szkodliwe, czy niebezpieczne. Wręcz przeciwnie, świadomi zagrożenia, jakim są dla Europy nazistowskie Niemcy, Francuzi mimo wszystko akceptowali ich kolejne aneksje.

Dlaczego? Dlatego właśnie, że – mówiąc ogólnie – w imię słynnego dziś sloganu nie chcieli oni „umierać za Gdańsk”.

Dzisiaj, z bezpiecznej perspektywy czasu, oceniamy wydarzenia z okresu drugiej wojny światowej bardzo łatwo. O ile jednak bohaterstwo polskich żołnierzy zasługuje na uwagę i pamięć, o tyle brak podobnej postawy u Francuzów wcale nie musi spotykać się z jednoznaczna oceną. Warto natomiast przyjrzeć się przyczynom, dla których naród o tradycjach Joanny d`Arc, Wielkiej Rewolucji i Napoleona tak, a nie inaczej zareagował na zbliżający się, światowy konflikt.

Aby zrozumieć reakcję Paryża na zapowiedzi II wojny światowej, należy sięgnąć do roku 1914. Wtedy to, w sierpniu 1914, wybuchła wojna, którą w Polsce nazywamy I wojną światową, we Francji zaś – la Grande Guerre, „wielką wojną”.

Kiedy rozpoczął się pierwszy w dziejach ludzkości światowy konflikt, podejrzewano, że potrwa on kilka miesięcy. Nowoczesne środki militarne miały zdecydować o szybkim doprowadzeniu działań wojennych do końca. Wówczas to pierwszy raz na większą skalę użyta została na przykład broń chemiczna, głównie gazy bojowe. Jednak krwawe walki trwały całe cztery lata, zaś Europa pogrążyła się w zupełnym chaosie i dezorientacji.

Powiedzieć można, że Polacy również walczyli, krwawo i bohatersko, na wielu frontach pierwszej wojny światowej. Oczywiście tak było. Jednakże – o ile na wschodzie dokonywały się pewne ruchy, zmiany, zacierały się granice, a przy okazji: budowały nowe świadomości, które w efekcie zaowocowały powstaniem nowych państw, w tym Rzeczpospolitej Polskiej – o tyle linia frontu na zachodzie nie zmieniała się prawie trzy lata! Bezsensowne i krwawe walki w okopach (coś, czego w dużej mierze udało się uniknąć żołnierzom frontu wschodniego) sprawiały, że mimo codziennych ofiar śmiertelnych, po obu stronach barykady sytuacja nie zmieniała się, żaden wyłom nie został dokonywany, a wszystkie akcje kończyły się w zasadzie niepowodzeniem. Historyczne źródła podają, że podczas bitew na froncie zachodnim (szczególnie pod Verdun, czy nad Sommą) straty w ludziach obliczać można było w „dziesiątkach tysięcy na godzinę” lub w „setkach na metr kwadratowy”.

Francuscy mężczyźni wyruszali więc na front, którego położenie nie zmieniało się. Mimo, że po czwartym roku bezsensownych walk sytuacja zaczęła ulegać przełamaniu, sukcesy wrogich stron były naprzemienne. Po włączeniu się do walk Stanów Zjednoczonych skala udanych działań przechyliła się na stronę państw Ententy. Jednak linia niemiecka, o czym należy pamiętać, nie została przełamana nigdy. Niemcy nie czuli się więc pokonani – znaleźli się tylko pod tak silna presją, że wysłali do amerykańskiego prezydenta Woodrow Wilsona propozycję rozejmu. Przegrana została walka na wyczerpanie.

Równie wyczerpani byli jednak zwycięzcy. Miliony poległych wówczas mężczyzn nazywa się we Francji „straconym pokoleniem”, les sacrifies.

Kiedy zatem majaczyć zaczął się w Europie cień drugiej wojny światowej, we Francji jeszcze odczuwało się demograficzne skutki konfliktu z lat 1914-1918. Wielki Kryzys gospodarczy, który nastał po wojnie także nie był zdarzeniem z wojną niezwiązanym, a wynikające z niego niepokoje społeczne nie wpływały pozytywnie na jakąkolwiek chęć do zaangażowania się w międzynarodowy konflikt.

Trudno było jednak pozostać obojętnym. Dlatego też po angielskiej deklaracji z marca 1939 o zbrojnej pomocy dla Polski w przypadku agresji Niemiec, Francja zdecydowała się na podobny krok. Nastroje społeczne zaczęły się z kolei różnicować. Poza hasłami o „nieumieraniu za Gdańsk” pojawiają się także opinie, iż w nieskończoność nie można ustępować Hitlerowi – choć niewątpliwie polityka kapitulacji wobec roszczeń niemieckich z lat trzydziestych też miała licznych zwolenników.

Wojna wypowiedziana zostaje przez Francję dopiero 3 września – po dwóch dniach ciężkich walk na terenie Polski. Kiedy pada decyzja, nastrój posiedzenia w parlamencie francuskim przypominał pogodzenie się ze smutnym losem. W samym społeczeństwie wymuszona okolicznościami postawa smutnej zgody na konieczność walki, zderzała się zaś z nastrojami pacyfistycznymi. Wizja „pokoju za wszelką cenę” w przededniu wojny broniona już była jednak przez nielicznych.

Można pokusić się o porównanie, że gdyby tuż po drugiej wojnie światowej nadejść miała wojna trzecia, to Polacy – szczególnie mieszkańcy Warszawy: ci nieliczni z „pokolenia Kolumbów”, którym udało się przeżyć – mogliby zareagować na pomysł kolejnych walk równie ostro, co Francuzi, którzy przeżyli walkę w okopach.

Także „umieranie” za cudze terytorium jest trudniejsze niż formułowanie wyroków po latach. Dziś rozumieją to dokładnie przeciwnicy współczesnych konfliktów zbrojnych, często odległych, w których biorą udział rodzime armie. Rozumieją również ci, którzy z racji wiedzy o wieloletnich okrucieństwach historii, deklarują się jako pacyfiści.

Ewa Frączek
w pierwotnej formie tekst ukazał się na stronie Odkrywcy.pl w dniu 2010-10-15