Czy więźniowie w obozach koncentracyjnych sprzeciwiali się hitlerowcom?

W dyskusjach, jakie na temat obozów koncentracyjnych toczą między sobą Polacy i nie tylko, pada często pytanie, dlaczego tak ogromna ilość więźniów, jaka znajdowała się w obozach, nie sprzeciwiła się nigdy swoim oprawcom? Odpowiedź nie jest łatwa. Po pierwsze dlatego, że pytanie jest źle postawione – więźniowie, rzadko, bo rzadko, ale podnosili jednak bunt. Dlaczego zaś były to sytuacje nie codzienne, lecz wyjątkowe? Tego, bez realnej znajomości sytuacji w obozach, możemy się tylko domyślać.

Źródło: Newsweek

Zdecydowanie częściej niż otwarty sprzeciw, zdarzały się próby ucieczki, relatywnie rzadko zwieńczone sukcesem. Bardziej zorganizowanych prób sprzeciwu odnotowano natomiast kilka. Najbardziej znany miał miejsce w roku 1943 w Treblince. Grupa więźniów próbowała zorganizować ruch oporu, którego celem było zbrojne powstanie. W przedsięwzięciu tym duży udział mieli Żydzi, ci, którzy do obozu przywiezieni zostali po stłamszeniu powstania w warszawskim getcie. Plan powstania zakładał kradzież broni i amunicji z wartowni, podpalenie wszystkich zabudowań obozu i wspólny atak więźniów obozów na załogę. Planowano zabicie jak największej liczby strażników, masową ucieczkę więźniów, a następnie, po sforsowaniu Bugu, przyłączenie się ocalałych grup do partyzantów działających w lasach białostockich.

Początkowo wszystko szło po myśli spiskowców, udało się zdobyć trochę broni. Jednak akcja musiała wybuchnąć wcześniej z racji niefortunnego przypadku. Jeden z esesmanów odkrył u jednego z członków „Komitetu Organizacyjnego” (tak nazwali się planujący bunt więźniowie) pieniądze ukryte na czas ucieczki. Strażnika zamordowano i dano sygnał do rozpoczęcia powstania. Podpalone baraki stanęły w ogniu, kto zorientował się w sytuacji – rzucał się do ucieczki lub zbrojowni. Wybuchła strzelanina, podczas której zginęło około 25 Niemców i 66 ukraińskich strażników oraz, oczywiście, wielu więźniów. Spalono większość pomieszczeń obozowych. Około 200 więźniom udało się uciec z płonącej Treblinki, większość poległa jednak w czasie walki z hitlerowcami, którzy ruszyli w pościg. Wydostanie się z obozowego piekła udało się natomiast około 70 osobom.

Powstanie w Treblince trwało… około pół godziny. Najbardziej zaskakujące z dzisiejszej perspektywy jest to, że w dniu powstania na terenie obozu przebywało 840 więźniów, z czego 105… nie tylko nie wzięło udziału w zrywie, ale nie próbowało nawet uciekać podczas sprzyjającego zamieszania. Postawę taką tłumaczyć można zastraszeniem, psychicznym zmęczeniem i zrezygnowaniem ludzi, którzy zapomnieli już nawet o tym, że można pragnąć wolności.

Bunty miały miejsce i w innych obozach. Jeden z nich wybuchł w niemieckim obozie zagłady w Sobiborze, także w roku 1943 (w październiku). Przygotowali go przede wszystkim Leon Felhendler oraz Aleksander Peczerski. Plan zrywu zakładał skrytobójcze zamordowanie ważniejszych rangą obozowych esesmanów, ukrycie ich ciał oraz rozpoczęcie otwartego buntu. Zdołano zlikwidować zastępcę komendanta, dowódcę kampanii strażników ukraińskich i kilku innych. Byli oni zwabiani w różne miejsca obozu i likwidowani, podczas gdy inni więźniowie przecinali kable i niszczyli instalacje. Także i ta akcja dokonała się nieplanowo w przyspieszonym tempie. Po odkryciu jednego z ciała zamordowanych esesmanów, dano sygnał do ucieczki. Większość osób zginęła od kul, jednak 300 osób wydostało się z obozu, z czego 200 uniknęło śmierci podczas pościgu. Ocalał także Peczerski, który dołączył się oddziału partyzanckiego na Białorusi. Po wojnie, powołany na świadka w procesach norymberskich przeciw strażnikom z Sobiboru, niestety nie uzyskał od władz ZSRR zgody na wyjazd… Do późnej starości był nieznanym bohaterem i dopiero w 1987 roku Rutger Hauer nakręcił nagrodzony Złotym Globem film „Ucieczka z Sobiboru”, opowiadający o dokonaniach Peczerskiego.

Ostatni z większych buntów w obozach hitlerowskich w Polsce miał miejsce w październiku 1944, nosi on nazwę „buntu Sonderkommando”. Sonderkommanda były to oddziały wydelegowane do „pracy” przy bezpośredniej likwidacji więźniów oraz do zacierania śladów ludobójstwa. Odpowiedzialni byli za wprowadzenie ludzi do komór gazowych oraz do opróżniania komór z ciał. Oczywiście Sonderkommanda miały nad sobą hitlerowskich „przełożonych”, okrutna praca nie była w żadnym wypadku ich wyborem. Zdecydowany na bunt oddział z Auschwitz, po uprzednim zgromadzeniu materiałów wybuchowych, podjął próbę rozpętania masowej ucieczki, która, poza dokonaniem kilku materialnych zniszczeń, zakończyła się niepowodzeniem. Wojna zbliżała się jednak już ku końcowi i tylko dlatego części niedoszłych uciekinierów udało się przeżyć. Powieszono jednak, na trzy tygodnie przed wyzwoleniem obozu, więźniarki, które pomogły dostarczyć materiałów wybuchowych… Po wojnie członkowie Sonderkommando byli pierwszymi świadkami na procesach przeciwko hitlerowcom.

W 1944 grupa więźniów także z Sonderkommando, z Majdanka, podniosła bunt. Hitlerowcy zastrzelili 59 więźniów, jedynie trzem udało się zbiec. Niewiele wiadomo o próbie buntu podobnej załogi z Bełżca z roku 1942.

Zasadniczo próby zorganizowania oporu były – jak na ilość więźniów, ilość obozów i czas trwania wojny – nieliczne. Dlaczego? Możliwości buntu były bowiem praktycznie zerowe, ludzie zaś – schorowani i wycieńczeni. Dodatkowo zwyczajne dogadanie się między więźniami uniemożliwione było ciągłym przepływem ludności, śmiercią jednych, transportem drugich… Posługiwali się oni także często innymi językami. Częstszy niż bunt był raczej ruch oporu, który rodził się z niezbędnej do przeżycia samopomocy więźniarskiej. Organizowanie samopomocy więźniarskiej polegało na przygotowaniu ucieczek dla zdeterminowanych, na dokumentowaniu zbrodni hitlerowskich i podejmowaniu próby przerzucania materiałów do partyzantki poza terenem obozu. Powstania zbrojne, jak widać, jednak zdarzały się, tyle że, na ogół, z nie najlepszym skutkiem.

Ewa Frączek