Co śmieszyło Polaków podczas okupacji?

W latach 1939-1944 rzeczywistość wojenna zmieniała życie zwykłych obywateli w walkę o przetrwanie i skazywała ich na uczucie ciągłego strachu. Z tego powodu ludzie potrzebowali pewnej formy odskoczni od dnia codziennego. Metod „ucieczki” stosowano wiele – jedną z nich, bardzo popularną, była satyra. Żarty opowiadano sobie nawzajem, drukowano i nielegalnie wydawano lub też po prostu wypisywano na murach.

Oczywiście nie sposób wymagać od współczesnego czytelnika, aby kawały tworzone na rzecz poprawy samopoczucia okupowanego narodu śmieszyły również jego. Poczucie humoru jest wartością zmienną historycznie. Jednak to, co w człowieku wydaje się najciekawsze, to po pierwsze sam fenomen żartowania (znany już z czasów starożytnych), po drugie – często spotykana potrzeba śmiechu w sytuacjach, które zabawne bynajmniej nie były. Dowcipy układane w czasach pokoju są abstrakcyjne i właściwie ponadczasowe. Przykład takiego żartu podać można chociażby z czasów Starożytnego Rzymu: „Fryzjer, profesor i łysy mężczyzna udali się razem w podróż. Była ona dość długa, musieli się więc zatrzymać na nocleg. Gdy pozostali dwaj spali, balwierz ogolił głowę akademika, a następnie go obudził. Pomacawszy bezwłosą skórę na głowie, naukowiec rzekł: »Ty głupcze, obudziłeś łysego zamiast mnie!«” Kawały opowiadane w czasach grozy z kolei są mniej uniwersalne, bardziej zaś skupiają się na wydarzeniach aktualnych. Nie mogąc pewnego zjawiska zwalczyć, ludzie pragną i zawsze pragnęli przynajmniej je ośmieszyć. Stąd też cała kolekcja dowcipów z czasów II wojny.

Kawały, które opowiadali sobie Polacy, podzielić można na kilka kategorii. Najczęstszym atakiem drwin była oczywiście sama osoba Hitlera. Poza wyśmiewaniem jego wąsików, sztucznych gestów, wzrostu i nerwowości, nabijano się przede wszystkim z wątpliwie „aryjskiej” urody Führera. „Kto jest prawdziwie niemieckim człowiekiem? – brzmi na przykład pytanie z jednego z wojennych żartów – Ten, który jest urodzony w Austrii, udaje Napoleona, nosi angielski wąsik i wita się jak włoski faszysta”. Innym przykładem dowcipu z tej samej kategorii może być pewna wyliczanka:

„Weź Hitlera ciemne włosy

I Göringa tłusty brzuch

Dodaj niski wzrost Goebbelsa

Puść to razem w ruch

Co wyjdzie z tej brunatnej masy?

Szczytny typ nordyckiej rasy!”.

Poza wyśmiewaniem przymiotów fizycznych wroga, Polacy, w opowiadanych przez siebie kawałach, przypominali też o wszystkich możliwych porażkach agresora. Wymyślono między innymi rzekome depesze krążące między Hitlerem a Mussolinim. Depesza Mussoliniego po porażce w Albanii miała brzmieć: „Caro Amico / Per Greco bandito / Dupo obito / Tutto perdito / Finito-Benito”. Odpowiedź Hitlera: „Nic nie pomoże / Wystawiaj puppo w morze”, zaś kolejna depesza Mussoliniego: „Nie udawaj Greka / Ciebie też to czeka”. Bezlitośnie przypominano niepowodzenia Hitlera w próbie opanowania Anglii. Jeden z dowcipów o tej tematyce brzmiał:

„Po nieudanej ofensywie lotniczej na Anglię Hitler wściekły wzywa rabina i pyta go o radę, jak przebyć Kanał La Manche.

– Tu pomóc może jedynie laska Mojżesza – brzmi odpowiedź.

– A nie wiesz przypadkiem, gdzie jej szukać?

– W British Museum w Londynie”

Inny kawał z serii londyńskich znów „angażował” osobę Mussoliniego:

„Rozmowa telefoniczna z okresu walk włoskich w Libii:

– Halo, Benito! Podobno zajmujesz Egipt?

– Mów głośniej, Adolf, nic nie słychać!

– Czy zajmujesz Egipt?!

– Nic nie słyszę! Czy ty dzwonisz już z Londynu?”

Klasycznym zaś przykładem drwiny z niemieckich niepowodzeń był dosyć dowcip o treści: „Gdzie leżą Niemcy? Pod Stalingradem”.

Od Polaków dostawało się zresztą nie tylko Niemcom. Równie popularnymi bohaterami kawałów byli Anglicy i Francuzi. Ich postawy, tak dla naszych rodaków bolesne, również można było przynajmniej obrócić w żart. Francuzom dostawało się głównie za nieudaną obronę i szybkie poddanie się Hitlerowi. Część dowcipów tradycyjnie formowana była na podstawie schematu pytanie – odpowiedź. „Ile dywizji potrzeba do obrony Paryża?
Nie wiadomo, bo nikt jeszcze nie próbował”.
Inny przykład: „Co to jest 200 tyś podniesionych rąk? Stutysięczna armia francuska”.

Postawę angielską z kolei przedstawiano w karykaturalnym świetle ze względu na typową dla niej powolność, niechęć do wykonywania drastycznych ruchów i związana z powyższymi postawę „pokoju nie w porę”. Oto dwa przykłady:

„Lotnik angielski powraca z lotów nad Niemcami. Jego zadaniem było zrzucenie skrzynki ulotek nad terytorium Rzeszy. Po wylądowaniu, zdaje meldunek swemu dowódcy:

– Niestety – mówi – kiedy miałem zacząć wyrzucać ulotki, skrzynia wymknęła mi się z rąk i spadła w całości razem ze swoją zawartością.

– Nieszczęsny! – woła na to dowódca eskadry – Zrzuciłeś całą skrzynkę, przecież mogłeś kogoś zabić!”

„Nad wielkim basenem spotkali się: Chamberlain, Daladier i Rydz-Śmigły. W basenie pływał wyjątkowo drapieżny szczupak. Postanowili go złowić. Rydz-Śmigły zanurzył rękę i chwycił szczupaka jak najmocniej. Ten wyśliznął mu się, dotkliwie ugryzł go w dłoń i uciekł. Wtedy Daladier przyniósł sieć. Zagarnął szczupaka i już wydawało się, że go złowił, gdy ten rzucił się z taką siłą, że porwał sieć a Daladiera o mało nie wciągnął do basenu. Premier francuski wściekły upuścił na ziemię resztki sieci i spojrzał na Rydza zrezygnowany. Wtedy Chamberlain wyciągnął łyżeczkę do herbaty i zaczął wylewać nią wodę z basenu”.

W pewnych sytuacjach Polacy ukazywali umiejętność spojrzenia z drwiną także na siebie. Co zadziwiające, w czasie wojny potrafiono się nieraz śmiać także z własnej naiwności, czy z łatwego poddawania się nastrojom. Przytoczona poniżej – zabawna choć w sumie smutna historyjka – może być najlepszym tego przykładem:

„Pan Bóg, zaniepokojony zbyt dużym napływem umrzyków do nieba, zsyła na ziemię Archanioła Gabriela, żeby sprawdził, co się tam dzieje. Po jakimś czasie Archanioł Gabriel powraca.

– Daruj, Panie Boże, ale na nic nie rozumiem. Poleciałem naprzód do Niemiec. Tam wszystkie fabryki wyrabiają broń i amunicję, czołgi i samoloty. Wszyscy chodzą w mundurach, od szczeniaka do starca, nawet kobiety. Mają karabiny i rewolwery. I wszyscy krzyczą bez przerwy: »My nie chcemy wojny, my chcemy pokoju!«. Stamtąd poleciałem do Anglii. Tam zupełnie inaczej. Prawie wcale nie ma uzbrojenia, żadnych czołgów czy armat. Trochę samolotów najwyżej. I nikt nie nosi broni, panowie chodzą w cywilnych ubraniach, panie pięknie poubierane. Piją, tańczą, bawią się, ale wszyscy powtarzają: »My nie chcemy pokoju, my chcemy wojny!«. Stamtąd poleciałem do Polski. Tam nędza, głód, aż strach patrzeć. Nikt tam nie chodzi w mundurach, ani w cywilnych ubraniach. Wszyscy w łachmanach. Zamykają ich w obozach, siedzą w więzieniach, kryją się przed łapankami. Ale wszyscy zgodnie zacierają ręce z radością i mówią: »Dobrze jest! Dobra nasza, dobra nasza!«”     

Jak powszechnie wiadomo „dobra nasza” zakończyła się tragicznie, a kraj znalazł się pod wpływem innego mocarstwa. Żarty z okresu stalinizmu również istnieją, choć z pewnych powodów dłużej czekały na ujawnienie. Za rządów Bolesława Bieruta bowiem żart polityczny traktowany był jak przestępstwo – i to prawie na równi ze zdradą narodową. Jednak po okresie stalinizmu, a więc po roku 1953, dowcipów opowiadano tak dużo, że na ich temat powstawały oddzielne prace naukowe i monografie. Ich liczba przypuszczalnie prześcignęła wielokrotnie liczbę dowcipów z okresu okupacji.

Ewa Frączek