Biblia na indeksie ksiąg zakazanych!

To, co dziś wydaje się nieprawdopodobne, kiedyś nikogo nie dziwiło. Przeciętny chrześcijanin za wiele rzeczy mógł być skazany, spalony na stosie lub potępiony i wykluczony z życia społecznego. Surowy Kościół dysponował wieloma zakazami, między innymi niedozwolone były książki ze specjalnego indeksu – za powielanie czy nawet posiadanie któregoś z tych dzieł mogła spotkać wiernych surowa kara. Jednak surowy zakaz czytania Biblii, księgi uznanej przez chrześcijan na świętą, wzbudza prawdziwe zdumienie…

Obecnie samo posiadanie Biblii zabronione jest mocą prawa co najwyżej w niechrześcijańskiej Arabii Saudyjskiej. Kiedyś zakazy pojawiały się najczęściej w samej Europie.

Źródło: Shutterstock

Dlaczego? Powodów było wiele. Kościół pierwotny, z oczywistych względów, nie był tak jednolity jak dziś. Szerzący nową wiarę apostołowie tracili ze sobą kontakt, interpretacje jednych różniły się od interpretacji innych. Po konsolidacji Kościoła zaś, chrześcijaństwo aspirowało do stworzenia religii powszechnej – każdy wierny miał jednakowo kierować się słowami Chrystusa. Jednakże, zawiły język biblijny oraz niejasne przypowieści dla każdego mogły oznaczać coś innego. Aby uniknąć takiej sytuacji i utrzymać w jedności wiernych, niewskazane było zezwolenie na swobodne odczytywanie przez nich ksiąg.

Na początku zakazy pojawiać zaczęły się tam, gdzie szerzyły się herezje. Jako że herezje (czyli wybiórcze, odmienne interpretacje prawd wiary) pojawiały się często, lokalne diecezje wydawały czasowe lub stałe rozporządzenie zabraniające indywidualnego czytania Biblii.

Paradoksalnie, najbardziej okrutne historie związane z Pismem Świętym rozpoczęły się dopiero w późnym średniowieczu i dokuczały wiernym szczególnie w okresie renesansu. Wtedy to, w ramach ogólnego trendu rozwoju kultury europejskiej, pojawiać zaczęły się coraz częstsze próby przekładania Biblii na języki narodowe.

Tłumaczy pism biblijnych spotykały surowe kary – poza ekskomuniką mogła to być nawet śmierć. Los taki spotkał Williama Tyndale, angielskiego uczonego, który jako pierwszy podjął się tłumaczenia Biblii na angielski z języków oryginalnych. Więziony przez rok, został następnie uduszony i spalony na stosie…

Już samo czytanie angielskich przekładów było zresztą karane – krewni osoby czytającej Biblię mogli zostać pozbawieni praw do dziedziczenia ziemi i innych dóbr czytającego. Analogiczne zakazy pojawiały się z różnym nasileniem w różnych częściach Europy.

Prywatna lektura Biblii była zakazywana wielokrotnie. Jeszcze w roku 1897, a zatem pod koniec XIX wieku (!) Biblia figurowała na… indeksie ksiąg zakazanych, wydanym przez papieża Leona XII. Chodziło tu wprawdzie nie o Pismo Święte w ogóle, lecz o narodowe tłumaczenia, które nie uzyskały oficjalnego zezwolenia władz kościelnych na druk. Czytanie Biblii łacińskiej zakazane już nie było, lecz raczej oficjalnie niewskazane.

Dlaczego władze kościelne nie chciały, by ludzie pielęgnowali w sobie wiarę, czytając Biblię także w domu? Przyczyn było oczywiście wiele. Przede wszystkim uniknąć chciano samodzielnej interpretacji. Biblia jest dziełem skomplikowanym, pełnym zagadek, i niedopowiedzeń, księgą, w której prawda historyczna miesza się z symboliką, której w istocie zrozumieć samemu nie jest łatwo. Chcąc mieć „jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół”, kapłanom, ludziom głoszącym słowo, łatwiej było unikać sytuacji, w której każdy rozumiałby je po swojemu. Szczególnie okrutne starotestamentowe opisy lub logiczne sprzeczności, pojawiające się przy dosłownej interpretacji.

Innym powodem była niejednolitość Biblii. Inny kanon ksiąg uznany jest przez Kościół katolicki, inny przez prawosławie, inny przez protestantyzm. To, co jest uznane za apokryf przez jedno wyznanie, w innym może wejść do kanonu. Swobodny dostęp do Biblii umożliwia także dostęp do innych wersji pisma, co tym bardziej mnoży pytania natury historycznej, jak i teologicznej.

Tendencja trzymania wiernych z dala od Biblii utrzymała się bardzo długo. Jeszcze przedmowa do wydania Biblii Wujka z 1962 roku zaleca wprawdzie czytanie Pisma Świętego, jednakże surowo zabrania czytania wydań nie opatrzonych aprobatą kościelną.

Co jednak dziś najważniejsze – mimo sugestii Kościoła, aby nie sięgać do fragmentów lub przekładów oficjalnie nie zatwierdzonych – nie istnieje możliwość, aby za samodzielne czytanie i interpretowania Pisma Świętego iść na stos…

Ewa Frączek
w pierwotnej formie tekst ukazał się na stronie Odkrywcy.pl w dniu 2011-11-02