Abelard i Heloiza: tragiczny koniec romansu studentki z profesorem

Abelard i Heloiza: tragiczny koniec romansu studentki z profesorem

Świat, w którym żyjemy, przesiąknięty jest wielorakimi historiami miłosnymi, cieszącymi się od wieków ogromnym zainteresowaniem. W każdej kulturze, w każdym zakątku kuli ziemskiej opowiadane są dzieje kochanków: zaskakujące, tajemnicze, a najczęściej – tragiczne. Spośród najsłynniejszych par wszechczasów wymieniani są między innymi Abelard i Heloiza. Jednakże podstawową różnicą między Abelardem i Heloizą a, na przykład, Romeo i Julią bądź Tristanem i Izoldą jest to, że ci pierwsi istnieli naprawdę. Ich tragiczna historia wydarzyła się zatem nie tylko na papierze.

źródło: Odkrywcy.pl

Historia młodej Heloizy i jej nauczyciela jest znana zarówno z autobiografii Abelarda (przetłumaczonej także na polski książki pt. „Historia moich niedoli”), jak i z zachowanej korespondencji, uznanej przez większość badaczy za autentyczną.

W uproszczonej, na wpół legendarnej wersji, dzieje kochanków wyglądały następująco: Piotr Abelard zatrudniony został przez Fulberta, wuja osiemnastoletniej wówczas Heloizy, jako nauczyciel. Szybko rozwinęło się między nimi uczucie, młoda uczennica zaszła w ciążę, a słynny średniowieczny filozof został na rozkaz Fulberta napadnięty i wykastrowany. Nieszczęśliwi, oddaleni od siebie, utrzymywali kontakt listowny, który dziś stanowi główne źródło informacji o tragicznym romansie.

Wydaje się jednak, że w rzeczywistości historia dwojga jest nieco bardziej skomplikowana. Co więcej, obfituje ona w duża ilość nieporozumień, które to nieporozumienia w większej mierze niż sama złość Fulberta, doprowadziły do okaleczenia Abelarda i przymusowej separacji między nim, a Heloizą.

Kiedy Abelard przybył do domu Fulberta jako nauczyciel, był już jednym ze słynniejszych uczonych swojego okresu. We wspomnieniach twierdzi, że przed poznaniem uczennicy „żył w czystości”, oraz że żadne z nich nie miało miłosnego doświadczenia. Brzmi to mało wiarygodnie. Zwłaszcza, że z innych fragmentów źródeł wyczytać można informację, iż samo uwiedzenie Heloizy nastąpiło przed narodzeniem się uczucia. Abelard przyznaje w swych wspomnieniach, że kierowała nim „pycha i lubieżność”, oraz że dopiero jakiś czas po rozpoczęciu współżycia, pojawiła się – z jego strony – miłość.

Heloiza nie była zresztą zwykłą uczennicą. Wuj, u którego wychowywała się, dbał o jej wykształcenie do tego stopnia, że pod paroma względami przewyższała intelektualnie swego nauczyciela. Znała nie tylko łacinę, ale i – obcą Abelardowi – grekę. Miała też dość nietypowe, jak na średniowieczną kobietę, poglądy na temat miłości erotycznej. Erotyzm, jej zdaniem, nie kłócił się z wiarą Boga, czy z przyjaźnią, nie był również grzechem.

Używając bardziej współczesnego języka, Heloiza była dość wyzwolona – przynajmniej intelektualnie. Przed Abelardem najprawdopodobniej nie żyła nigdy z innymi mężczyznami, jednak jej poglądy na miłość ułatwiły filozofowi nawiązanie kontaktu fizycznego z uczennicą.

Im dłużej trwało pobieranie lekcji u Abelarda, tym gorętsze stawało się uczucie miedzy dwojgiem. Na problemy wynikające z tak namiętnej miłości nie trzeba było długo czekać.

Pierwszą konsekwencją były związane z romansem „problemy zawodowe” Abelarda. Zaczął on zaniedbywać swe uniwersyteckie obowiązki, na jakiś czas porzucił także pisanie filozoficznych dzieł. Zamiast traktatów logicznych tworzył… miłosne pieśni. Nawiasem mówiąc, to dzięki pieśniom, śpiewanym wówczas przez żaków, wieść o związku nauczyciela z uczennicą zaczęła docierać do różnych uszu. Wydawało się, że tylko Fulbert nie wie, co tak naprawdę dzieje się między dwojgiem. Jak przyznał zresztą sam Abelard, właściciel domu dowiaduje się o „zgorszeniu” zawsze na końcu.

Wuj Heloizy nakrył kochanków przypadkiem. Wypędził Abelarda, a niedługo później wyszło na jaw, że Heloiza spodziewa się dziecka.

W tym miejscu zachodzi różnica między tradycyjną, a faktyczną (najbardziej prawdopodobną) wersją wydarzeń. Fulbert nie wysłał na Abelarda zbirów tuż po odkryciu błogosławionego stanu siostrzenicy. Problemem stała się natomiast iście współczesna kwestia, a mianowicie – kwestia ślubu.

Filozof związany ze środowiskiem uniwersyteckim był wówczas – jak każdy prawie uczony – klerykiem. Skandal nie mógł więc wyjść na jaw w miejscu jego pracy. Zdecydował się wprawdzie poślubić Heloizę, jednak zawarł umowę z wujem uczennicy, że ślub ten będzie tajemnicą dla miasta.

Zaskakująca była reakcja samej zainteresowanej. Twierdziła ona, że mimo iż kocha Abelarda, małżeństwo będzie dla niego zbyt dużym wyrzeczeniem. Po pierwsze, jako żonaty, nie mógłby w ówczesnych prowadzić wykładów z filozofii i teologii. Po drugie uważała, że natura stworzyła go dla wyższych celów i nie może, jako rzetelny filozof, tracić przez małżeństwo swej wolności. Ślub został więc zawarty głównie z uwagi na naciski Fulberta oraz decyzję Abelarda.

Brzemienne w skutki nieporozumienie nastąpiło później. Fulbert, chcąc ocalić dobre imię siostrzenicy, rozpowiadał jednak o zawartym przez nią małżeństwie. Heloiza, chcąc ocalić dobre imię Abelarda, wszystkiemu zaprzeczała. Przypuszczalnie – co odnajdujemy we wspomnieniach Heloizy – na tym tle dochodziło między nią a wujem do wielu kłótni.

Abelard, w obawie o bezpieczeństwo żony, zorganizował jej tajną przeprowadzkę z domu do klasztoru Argenteuil. Ten akt został odebrany przez Fulberta jako, po pierwsze, zerwanie umowy, po drugie jako niehonorową próbę pozbycia się przez Abelarda „problemu”. Wtedy to dopiero (około roku 1119) wuj Heloizy wynajął zbirów.

„Oto pewnej nocy – wspominał Abelard – kiedy spokojnie spałem w swej odosobnionej izdebce w gospodzie, przekupiwszy jednego ze sług moich, dokonali na mnie najhaniebniejszej i najokrutniejszej zemsty, która oburzeniem najwyższym przejęła świat cały, pozbawili mnie mianowicie tych członków ciała, którymi popełniłem to, co stanowiło dla nich przedmiot obrazy”.

Po dramatycznych wydarzeniach Abelard schronił się w opactwie St. Denis, gdzie został mnichem. Mimo czasowego kryzysu powrócił do nauczania, jednak Heloizę nakłonił do pozostania a Argenteuil. Tam wiodła ona spokojne życie, podczas gdy mąż miał na głowie wiele innych spraw, konflikt z Kościołem, czy oskarżenia o herezję.

Przez dziesięć lat Abelard i Heloiza w zasadzie nie utrzymywali ze sobą kontaktu. Dopiero na wieść o przymusowym opuszczeniu przez zakonnice klasztoru Argenteuil, filozof podarował żonie należący doń klasztor Parakleta. Tym samym odnowiła się między dawnymi kochankami więź. Wtedy to również powstała ważna dla historyków korespondencja, w której Abelard i Heloiza wspominali koleje swojej trudnej miłości.

Dziś para leży pochowana w jednym grobie na paryskim cmentarzu Pere Lachaise. Epitafium na nagrobku wspomina, iż byli nie tylko „jednym ciałem”, ale i „jednym umysłem”. Ich miłość potraktować więc można jako cos więcej niż tylko „skandaliczny romans średniowieczny”.

Ewa Frączek
w pierwotnej formie tekst ukazał się na stronie Odkrywcy.pl w dniu 2010-11-09